
Agnieszka Radwańska, mimo średnio udanego sezonu, utrzymała status quo, jeśli chodzi o pozycję w rankingu WTA w porównaniu z zeszłym sezonem. W końcówce sezonu pokazała, że nie należy jej skreślać zbyt wcześnie. W przyszłym sezonie, znów jako zawodniczka czołowej “10″ będzie musiała grać w największych turniejach, na co tak narzekała. Czy jednak faktycznie lepiej byłoby być tą 11. na liście WTA?
Odkąd zmieniły się przepisy WTA, nasza czołowa tenisistka nie pozostawia na nich suchej nitki, narzekając przy każdej okazji na obostrzenia, jakim są poddawane zawodniczki z pierwszej “dziesiątki” rankingu WTA. Swoboda wyboru turniejów została zniesiona i od jakiegoś czasu udział w największych imprezach jest obowiązkowy dla najlepszych. Radwańska niejednokrotnie podkreślała, że bycie 11. bardziej by jej odpowiadało niż bycie 10. Wiadomo bowiem nie od dziś, że “Isia” zdobywała niekiedy dużo punktów właśnie w mniejszych imprezach, gdzie czuła się pewniej niż na tych z kategorii Tier I czy II.
W tym roku po raz pierwszy nie mogła więc decydować, gdzie grać, a musiała się podporządkować przepisom. Występowała więc siłą rzeczy przeważnie w dużych turniejach, częściej potykając się z tenisistkami ze ścisłej czołówki. W pewnym momencie stało się aż nadto zauważalne, że nowe przepisy niezbyt Agnieszce służą. Skutkowało to spadkiem w rankingu, nawet na 14. miejsce. Radwańska odeszła trochę w cień, jej miejsce zajmowały zawodniczki głodne sukcesu, “świeże”, tak jak ona w tamtym roku. Może była to jednak wina złego podejścia zawodniczki? Może nie wytrzymała przede wszystkim psychicznie, a nie fizycznie? Wiadomo bowiem, że o wiele częściej przyszło jej grać mecze o dużą stawkę i z “poważnymi” nazwiskami. A może po prostu wmówiła sobie poniekąd tą trudność psychiczną, usprawiedliwiając tym nieuzasadnione czasem porażki?
Pozwolę sobie posłużyć się truizmem: każdy medal ma dwie strony… Po raz kolejny jednak okazuje się, że choć wytarty i zużyty, to jest on nadal aktualny! Z jednej strony Radwańska miała problemy z utrzymaniem miejsca w pierwszej “10″ rankingu i miewała trudne momenty w sezonie, z drugiej zaś, mimo kontuzji, miała imponujący koniec sezonu i prezentowała bardzo dobry styl gry w głównie zwycięzkich starciach z bardzo dobrymi zawodniczkami. Moim zdaniem, choć nowe przepisy z pewnością powodują większe wyczerpanie u zawodników i większy poziom stresu, to jednak bywają bardzo zasadne, szczególnie w niektórych sytuacjach. Zgodnie z nimi bowiem konieczną , a nie tylko dowolną opcją, staje się częsta rywalizacja z topowymi tenisistkami. Częste konfrontacje zaś skutkują większym obyciem i większą pewnością siebie w kolejnych starciach.
Radwańska, wskutek nowych przepisów, została zmuszona do przeorganizowania swojego sposobu myślenia. I choć zmiana w jej podejściu jeszcze się nie dokonała, to jednak zaobserwować można pewne “przyzwyczajenie się” do problemu, w pewnym sensie “oswojenie” go. Sezon 2010 będzie kolejnym, w którym “Isia” będzie musiała stawiać czoło nielubianym przepisom z racji pozycji 10. zawodniczki świata. Bedzie to już jednak KOLEJNY, a nie pierwszy sezon w nowej sytuacji, a rywalizacja z tygodnia na tydzień na najwyższym poziomie będzie rzeczą NORMALNĄ, a nie wyjątkową. Nie chcę tutaj zajmować wobec obostrzeń WTA stanowiska laudacyjnego, bo sama mam mnóstwo wątpliwości, związanych z nowym systemem. Jestem jednak przekonana, że Radwańskiej rywalizacja prawie non-stop w największych turniejach, przyniosła dużo pożytku i pozwoliła jej zrobić ogromny krok w kierunku ukształtowania jej jako kompletnej, zrównoważonej zawodniczki.
Koniec końców, mam nadzieję, że “Isia” w przyszłym sezonie do całej sytuacji będzie podchodzić z dużo większym spokojem i będzie osiągać wyniki na miarę tych z końcówki tegorocznego sezonu. A WTA z kolei może pójdzie po rozum do głowy i stworzy przepisy, które będą “złotym środkiem” między nowymi a dotychczasowymi zasadami.
(Kinia)



[...] Original post by Kinia [...]
Radwańska do boju!
w tym roku się nieźle namęczyła aby uzyskać to miejsce, ciekawe jak będzie w następnym roku.