
Polscy siatkarze zostali mistrzami Europy. Tym samym uratowali honor gier zespołowych w naszym kraju. Dali kibicom radość, satysfakcję, nadzieję… Mimo że mówiło sie o nich najmniej, mimo że mieli wiele problemów kadrowych, to właśnie oni, a nie piłkarze czy koszykarze, odnieśli sukces.
Jak to sie dzieje, że piłka nożna jest naszym sportem narodowym, a w ostatnich latach w ogóle nie mamy w niej sukcesów, zarówno na poziomie reprezentacyjnym, jak i klubowym. To chyba taka “miłośc bez wzajemności”. Ale może jest to sygnał, że czas zmienić sport narodowy i przenieść narodowe sympatie zdecydowanie w strone siatkówki? Tym bardziej, że jest nadzieja na dalsze sukcesy w tej dyscyplinie.
Mistrzostwa Europy siatkarzy w Izmirze uświadomiły nam bardzo dobitnie pewne sprawy. Przede wszystkim to, że są jeszcze sportowcy, którzy wiedzą, co to znaczy “grać z orzełkiem na piersi” czy “grać dla reprezentacji”; nie grają tylko dla pieniędzy, prestiżu, ale grają, jak sami podkreślali, przede wszystkim dla kibiców, wobec których spłacają dług wdzięczności, zaciągnięty w momencie niepowodzeń. Siatkarze mają świadomość, że zespół to siec naczyń połączonych, połączonych nie tylko ze sobą nazwzajem, ale także z kibicami czy trenerem i całym sztabem szkoleniowym.
Danielowi Castellaniemu udało się stworzyć druzynę, w której panuja jasne zasady, a jedną najważniejszych jest: “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Tę jednośc widać potem na boisku: w moemencie, gdy ktos popełni błąd, nikt nie złości się, nie obraża, ale następuje mobilizacja, widać “jedność” tych graczy niemal jak w rodzinie. W kluczowych momentach to wzajemne wsparcie i zaufanie, poparte warsztatem zawodników oraz szkoleniowca, zaowocowało złotym medalem na mistrzostwach.
Mimo wątpliwości co do zatrudnienia kolejnego zagranicznego szkoleniowca na stanowisku trenera męskiej reprezentacji po Raulu Lozano, Daniel Castellani, póki co, okazuje się “strzałem w dziesiątkę”. Wprowadził do kadry atmosferę bardziej przyjacielską niz Lozano, który preferował układy pracownik-szef. Oprócz tego natchnął siatkarzy wiarą we własne siły; nie poddawał się nawet w momentach, gdy ze składu wypadło kilku kluczowych zawodników, a co także ważne świetnie rozpracowywał taktycznie rywali, by potem swym podopiecznym przekazywać bezcenne uwagi w kluczowych momentach. Nie wiadomo, jaka będzie przyszłość polskiej kadry i jej trenera, czy zwycięska passa zostanie podtrzymana… Wiadomo jednak, że zarówno trener, jak i sami zawodnicy zrobią wszystko co w ich mocy, by zadowolć swych wiernych kibiców.
Takiego podejścia brakuje mi przez ostatnie lata w polskim futbolu. Niby mówi się o prestiżu, jaki daje gra w reprezentacji, niby cały naród kibicuje piłkarzom, a oni niby zawsze zapowiadają walkę do upadłego… Wszystko byłoby pieknie, wszystko, gdyby nie to “niby” – “niby”, które zasiewa ziarno niepewności… Czy bowiem ostatnio naprawde czuliśmy, że trener Beenhakker i piłkarze to “one team”, “one spirit”? raczej wszystko działało podług hasła: “każdy sobie rzepkę skrobie”.
Beenhakker od jakiegoś czasu,delikatnie mówiąc, miał “gdzieś” prace w Polsce, źle znosił nagonke na jego osobę, co zaowocowało trochę “olewackim” podejściem. W podobny zresztą sposób zakończył współprace z kadrą: wymykając się cichaczem taksówką z hotelu w MAriborze. We własną grę grały też “leśne dziadki” z PZPN-u, w której tylko oni znają zasady, ale na pewno nadrzędną nie jest też “dobro kadry”. Co do piłkarzy, to cóż mozna powiedzieć: niektórym zabrakło umiejętności, niektórym charakteru, niektórym chęci do walki lub do pracy… Wymieniać można był długo, a efekt był jeden, za to aż nadto widoczny w meczach z irlandią czy Słowenią.
Piłkarze mogliby się od siatkarzy nauczyć bardzo wiele: profesjonalnego podejścia do obowiązków, do pieniędzy, do kibiców… Także koszykarze powinni brać przykład z sitkarzy: chociaż w naszej koszykówce, głównie za sprawą organizowania mistrzostw Europy, juz od jakiegoś czasu dzieje się lepiej, to jednak nie w pełni wykorzystaliśmy atut własnych boisk. W kluczowym monecie czegoś zabrakło: może hardości, zadziorności, może umiejętności czy właściwego kierownictwa trenera. Niektórzy nie wytrzymali ciśnienia, dając się porwać podszeptom i krytykom brukowej prasy..
Nie chcę tu wynosić siatkarzy na piedestał, a inne drużyny totalnie pognębić. Pamiętam bowiem, że isiatkarze po wicemistrzostwie świata mieli trudne chwile (11. miejsce w Europie) pod wodza Lozano. Mimo że wierzę, że ta historia nie powtórzy się, to jednak najważniejsza dla mnie jest POSTAWA siatkarzy, a tylko dzięki WŁAŚCIWEJ POSTAWIE możliwy jest sukces drużyny. Trzeba, aby w zespole “wszyscy byli jedno”: piłkarze i koszykarze, a także przedstawiciele innych sportów zespołowych powinni sobie to mocno wziąć do serca. Dzis chwalimy siatkarzy, ale czekamy też przecież na sukcesy w innych dziedzinach!
(Kinia)


