
Agnieszka Radwańska przegrała z Marią Kirilenko w drugiej rundzie wielkoszlemowego US Open. Kontuzja miała jakiś wpływ na wynik, ale nie decydujący – uważa tata i trener tenisistki. Agnieszka wypadła w tym roku poza pierwszą dziesiątkę i nie zachwycała grą i wynikami, jak w poprzednim sezonie. US Open potwierdziło, że można juz mówić o dłuższym kryzysie formy “Isi”.
W poprzednim sezonie Radwańska grała bardzo dobrze, co zaowocowało 9. miejscem w rankingu WTA i występem (wskoczyła z pozycji rezerwowej) w kończącym sezon, prestiżowym turnieju Masters. Apetyty na ten sezon były wielkie: mówiło sie nawet o pierwszej “piątce” rankingu… Od stycznia przekonujemy się jednak, że te marzenia, to na razie mrzonka. Co się zmieniło?
Przede wszytskim zmieniły się przepisy, co nieustannie podkreśla team Radwańskich. Zawodniczki z pierwszej “10″ mają tzw. “turnieje obligatoryjne”, czyli takie, w których zagrać po prostu muszą. W tamtym sezonie zawodniczki miały większą dowolność. Widać to na przykłądzie Radwańskiej, która w tamtym sezonie wybierała nieraz mniejsze turnieje, w których sięgała nawet po główne nagrody. W tym roku najlepsze w rankingu rywalizują ze sobą praktycznie co tydzień, dlatego gra cały czas idzie o “wysoką stawkę”. Radwańska narzeka na to, że nie może dowolnie planować kalendarza i wskazuje, że tak naprawdę lepiej było być poza pierwszą “10″ na koniec 2008 roku, ponieważ mogłaby sama decydowac o tym, gdzie startuje.
Czy rzeczywiście zmiana zasad jest dobrym wytłumaczeniem tegorocznych potknięć? Nie do końca. Weźmy pod uwagę, że nie tylko dla “Isi” zmieniły sie przepisy, zmieniły się one dla wszytskich i wszystkie tenisistki odczuwają ich skutki. Można oczywiście powiedziieć, że Caroline Wozniacki czy Flavia Penetta były w tamtym sezonie poza “10″ więc teraz mogą same ustalać kalendarz startów. To prawda, ale te tenisistki i tak praktycznie co tydzień wybierają doskonale obsadzone turnieje, dokładnie te, co Radwańska! Wybierają je z własnej, nieprzymuszonej woli, graja w nich bardzo dobrze i… awansują w rankingu do pierwszej “10″ WTA. Poza tym, będąc tenisistką ścisłej światowej czołówki, a tak można nazwać zeszłoroczne 9. miejsce Radwańskiej, do czegoś zobowiązuje. Jeśli jest się wśród najlepszych, trzeba rywalizować z najlepszymi! Wiadomo, z tymi najlepszymi nie zawsze sie wygrywa, ale któż inny, jak nie Radwańska, pokazywała wielokrotnie, jak pokonywac “gwiazdy”? (poświęciłam temu nawet artykuł swego czasu na blogu…). Niestety w tym roku to “nie ta sama” Agnieszka co w tamtym…
Tym stwierdzeniem przechodzimy do kolejnej kluczowej kwestii: kwestii psychologii. W zeszłym roku “Isia” była postrachem faworytek, nie bała się spotkań na wysokim szczeblu, z silnymi rywalkami. Można powiedzieć: “nie pękała psychicznie”, była spokojna, opanowana, potrafiła odrabiać nawet wysokie straty i wygrywać końcówki. Gdzie podziała się tamta “Isia”? dziś sam ojciec i trener zarazem mówi, że “mowa ciała” jego córki jest skandaliczna: nie ma w niej śladu zwycięskiej postawy, często wbija wzrok w ziemię, jest chimeryczna, niezawodolona z wszytskiego, często przegrywa ważne końcówki i rzadko wygrywa z faworytkami, natomiast przytrafiło się jej kilka wpadek ze słabszymi rywalkami, łącznie z odpadaniem w pierwszych rundach… ćwierćfinał stanowi dla niej w tym sezonie barierę nie do przeskoczenia… Momentami pod względem psychiki na korcie, Agnieskza zaczyna przypominać swoją młodszą siostrę Ulę, która bywa impulsywna, chimeryczna i niezbyt silna psychicznie na korcie.

Co można, a nawet powinno się zmienić w treningu sióstr Radwańskich? O czym należy pomysleć, by wyjść z impasu? Przede wszystkim wydaje mi się, że należałoby zacząć od… wspólnej, szczerej romowy taty z córkami. Team powinien mówić jednym głosem, a ostatnio coraz częściej zdarza się, że Radwańska i jej tata trener różnią się dośc zdecydowanie w poglądach. Po Przegranym meczu z Kirilenko, Agnieszka zrzuciła wine głównie na ból i świetną grę rywalki, zaś tata mówił dużo o postawie na korcie, o psychice, o tym, że córki nie zawsze chcą stosować jego rady i polecenia z treningów na korcie. Nie mówię, że sam Radwański jest w tym wypadku bez winy, bo nieraz też sprawia wrażenie człowieka, który wie wszystko najlepiej, a przecież zawodowym trenerem nie jest. Rodzina wspólnie powinna zastanowić się nad przyszłością, bo dalsze odkładanie sprawy i nieprzyznawanie się do kryzysu po prawie całym sezonie, byłoby już chyba niepoważne.
Wiele osób doradzało Radwańskim skorzystanie z pomocy osób trzecich, doradzenie się specjalistów, czy wręcz zatrudnienie psychologa czy trenera. Sama nie wiem, czy nowy trener to dobry pomysł. Myslę, że nie trzeba od razu dokonywać rewolucji. Warto byłoby po prostu zacząć współpracować z psychologiem, jest to wręcz konieczne, zarówno dla “Isi” jak i dla Uli, która choć zrobiła postęp, to nadal gra zbyt chimerycznie i nieprzewidywalnie. Dobrym pomysłem byłoby też poradzenie się specjalisty w zakresie tego, w jakim kierunku prowadzić trening córek, co mozna zmienić, udoskonalić, jakie elementy wprowadzić. Ktoś “z zewnątrz” mógłby to ocenić “na chłodno”, bardziej obiektywnie.
Po porażce w US Open Radwański przebąkuje, że trzeba pomyśleć o psychologu, o jakiś zmianach…Wróży to niby bardzo dobrze, jednak z zastrzeżeniem, by nie skończyło się tak jak zwykle, czyli na niczym. Mam nadzieję, że tym razem Radwański naprawdę zdał sobie sprawę, że dalsza biernośc może się po prostu zakończyć “jazdą po równi pochyłej” w rankingu. A tego chyba ani my, ani on byśmy nie chcieli…
(Kinia)



[...] Original post by Kinia [...]