
Dorota Świeniewicz niespodziewanie ogłosiła, że definitywnie kończy reprezentacyjna karierę. Jest to już jej drugie pożegnanie z kadrą, gdyż pierwsze było wynikiem konfliktu z poprzednim trenerem, Marco Bonittą, który nie znalazł miejsca dla Świeniewicz w kadrze na igrzyska w Pekinie. Teraz siatkarka wracała powoli do formy po urlopie macierzyńskim. Zrezygnowała głównie z powodu… presji, z którą przestała sobie radzić.
Dorota Świeniewicz ogłosiła swoją decyzję po zakończeniu World Grand Prix w Kielcach, w którym nasze siatkarki rozbiły Japonię 3:0 po wcześniejszych słabych meczach, zakończonych porażkami 2:3 z Tajlandią i 0:3 z Holandią. Zawodniczka, ku zaskoczeniu wszystkich, wystosowała takie oto oświadczenie:
Od bez mała 25 lat siatkówka zawładnęła moim życiem stała się pasją, z czasem miłością i w końcu niezłym dochodem. Kiedyś usłyszałam frazę, że szczęśliwym jest człowiek , który wykonuje to co kocha i lubi, a jeżeli ma możliwość przekształcić to w źródło utrzymania, to czegoż od życia wymagać więcej. Los pozwolił mi znaleźć się w grupie szczęśliwców, którym się to udało. Często powtarzałam, że dopóki gra w siatkówkę będzie dawała mi radość będę grała. Ciągle jest dla mnie bardzo ważna, co więcej chyba nie potrafię żyć normalnie bez niej, ale przyszedł moment w którym przynajmniej w pewnym wymiarze muszę powiedzieć dość. Nie siatkówki, lecz tego co się wokół niej wytworzyło, szczególnie w odniesieniu do drużyny narodowej. Właśnie zdałam sobie sprawę, że minęły czasy kiedy z rozpierającą pierś dumą jechałam na zgrupowanie reprezentacji. Ogromna szkoda, że właśnie teraz kiedy zapanowała w kadrze właściwa atmosfera i naprawdę odrodził się duch zespołu, grupa wytrawnych “znawców” materii wzięła w ogień krytyki nasze poczynania i wytworzyła nieznaną nam do tej pory presję. Owszem zdarzały się w przeszłości opinie krytyczne ze strony dziennikarzy i tzw. ludzi z branży, ale dzisiaj w dobie pozornie pełnej anonimowości kilka osób z licznej rzeszy sympatyków siatkówki, postanowiło wziąć sprawy mojej siatkarskiej kariery w swoje ręce. Nie mam i nigdy nie miałam pretensji do fachowej i bez stronnej krytyki, ale maniakalne atakowanie mnie musiało w końcu przynieść skutki. Zapewniam że fizycznie nic mi nie dolega, lecz moja psychika nie jest już w wystarczającym stopniu odporna na stres.
Oświadczam zatem, że definitywnie kończę karierę reprezentacyjną. Dziękuję wszystkim koleżankom z reprezentacji za wspaniałe chwile przeżyte razem, za pomoc w trudnych chwilach i okazane mi zaufanie, trenerowi Matlakowi za odwagę , stanowczość i uszanowanie mojej decyzji, mężowi i synowi za wyrozumiałość dla moich czasami niezrozumiałych dla nich wyborów i w końcu specjalne podziękowania z głębi serca dla wszystkich prawdziwych kibiców siatkówki w Polsce i za granicą, dzięki którym mogę powiedzieć: warto było.
Przyznam się szczerze, że podobnie jak były trener reprezentacji, Andrzej Niemczyk, nie do końca rozumiem decyzję Świeniewicz. Jak nic pasuje mi do tej sprawy mój poprzedni artykuł, a mianowicie o polskich sportowcach, którzy “nie mają jaj”. Nie chcę tu nikogo urazić, a tym bardziej samej zawodniczki, bo w końcu to jej osobista decyzja i należy ją uszanować. O czymś jednak pisać trzeba, więc odważę się napisać o moich wątpliwościach co do słuszności tej decyzji.
Rozumiem, że powrót do reprezentacji po wcześniejszej rezygnacji z niej, która odbywała się w niezbyt miłej atmosferze, jak również, a może przede wszystkim powrót po uropie macierzyńskim nie jest dla siatkarki prosty. Rozumiem, że zawodniczka może być zmęczona graniem przez wiele sezonów na najwyższych obrotach, nowymi obowiązkami rodzinnymi i byciem na świeczniku. Rozumiem, a przynajmniej staram się zrozumieć… Nie rozumiem jednak tłumaczenia Świeniewicz, że dawniej jechała na reprezentację z dumą, a teraz, mimo, jak zapewnia świetnej atmosfery w kadrze, towarzyszy jej presja, której nie może znieść i udwignąć. Przywołuje jako argument bezpardonowe ataki na jej osobę i na kadrę, wielokrotnie silniejsze niż miały miejsce w przeszłości. Staram się śledzić w miarę losy polskiej siatkówki reprezentacyjnej i przyznam się szczerze, że jestem trochę zaskoczona słowami Świeniewicz. Moim zdaniem, jeśli krytyka była, to nie była ona bezpodstawna i nie była krytyką dla samej krytyki (nie mówię tu o prasie tabloidowej, gdyż tej nie zwykłam śledzić i lepiej nie przejmować się jej “sensacjami”). Przyznacie chyba sami, że trudno tylko chwalić kadrę, gdy przegrywa ona w słabym stylu z Tajlandią i Holandią czy dostaje łupnia (w poprzednim turnieju) od Turcji. Wiadomo, że trener jest na stanowisku od niedawna i że obecnie siatkarki nie prezentują szczytowej formy. Mimo wszystko uważam, że krytyka jest potrzebna, a ciągłe “głaskanie po głowie” może bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Wiele osób narzeka na polską prasę, polskie środowisko dziennikarskie, na polskie media w ogóle. Ale czyż z podobnym problemem nie muszą się mierzyć sportowcy w innych krajach? Wydaje mi się, że prasa bulwarowa z Wysp Brytyjskich jest o wiele bardziej surowa i bezpardonowa od naszej. Niestety sportowiec musi oswoić się z presją a “tabloidów” powinien nawet nie czytywać… Świeniewicz jest doświadczoną zawodniczką, gra w kadrze wiele lat, więc chyba zdaje sobie sprawę z uwarunkowań temu towarzyszących. Rozumiem, że może mieć teraz inne priorytety, że rodzina może być dla niej ważniejsza…Skoro jednak wróciła i postanowiła grać w kadrze i spróbować wrócić do formy, to czy tak do końca fair jest nagła rezygnacja, zostawianie koleżanek z kadry i powiedzenie “pas”? Świeniewicz trenoewała i jak mówili trenerzy pomału wracała do formy. Dlaczego nie walczyła dalej, tylko się poddała? Nie lepiej byłoby powiedzieć: spróbuję odbudować formę, ale jeśli nie będzie się to udawać, zrobię sobie przerwę w kadrze, spróbuję odbudować się w klubie; albo po prostu nadal próbować osiągnąć dobrą dyspozycję, a gdyby przez dłuższy czas się nie udawało, po prostu powiedzieć: próbowałam, ale widać już nie jestem w stanie grać na takich wysokich obrotach, mój organizm się buntuje… Rozwiązań mogło być kilka, ale to moim zdaniem jest najgorsze. Rezygnacja, poddanie się to znów dobry argument dla tych, którzy ją krytykowali. A nie lepiej byłoby starać się zagrać, by jeszcze powiedzieć krytykom: “Zobaczcie, na co mnie stać”?
Cóż, każdy ma prawo do decydowania o swoim losie, ale sytuacja, w której była kapitan reprezentacji i doświadczona siatkarka nagle zostawia koleżanki w obliczu ważnych meczów nie tylko bez wsparcia fizycznego (na parkiecie), ale przede wszystkim bez wsparcia psychicznego, jest dla mnie jednak trochę niezrozumiała. A już z głębokim wzdychaniem przeczytałam informację, że cały autobus siatkarek płakał razem ze Świeniewicz z powodu jej decyzji. Na Boga, czy tak powinna wyglądać kadra, podbudowana po dobrym meczu z JAponią? czy nie można było tej decyzji ogłosiśc kiedy indziej, dając koleżankom szansę choć chwilę się pocieszyć? Chwilami wydaje się, że ogłosiła tę decyzję w tym momencie po to, by było o niej głośno. W końcu teraz uwaga została zwrócona nie na sukces siatkarek w ostatnim meczu, tylko na decyzję Świeniewicz. Ale, nie chcąc być złośliwą, tematu ciągnąć nie będę… Miejmy nadzieję, że kadra, mimo przeciwności, osiągnie sukcesy!Oby!
(Kinia)



[...] Original post by Kinia [...]