
Jeśli ktoś myślał, że w siatkarskiej reprezentacji Polski mężczyzn mamy kłopot bogactwa i dwie równorzędne “szóstki”, zdolne grać na takim samym (wysokim) poziomie, ten się zdecydowanie pomylił. Bardzo dobitnie ukazała nam to tegoroczna Liga Światowa.
Daniel Castellani już dawno zapowiedział, że tegoroczna Liga Światowa będzie traktowana bardziej treningowo niż zwykle i będzie okazją do przetestowania zmienników. Cóż, pomysł niegłupi, zwłaszcza w obliczu tego, że wielu graczy “podstawowych” jest kontuzjowanych lub powinno odpocząc po ciężkim sezonie. Oczywiście troche nie w smak była taka decyzja kibicom, którzy woleliby oglądać reprezentację “podstawową” i zwycięską, zwłaszcza w legendarnych juz niemal meczach “u siebie”. Ale że kibic jest od kibicowania, a nie od… gadania, Castellani swój zamysł zrealizował. I może dobrze, że zrealizował, bo wreszcie mogliśmy zobaczyć, jak rzeczywiście sprawy się mają. A mają się, niestety, niezbyt dobrze…
Okazało się, że dwie równorzędne “szóstki” to bujda, dobrze sprzedająca się prasie. Wartościowych zmienników i nadmiar bogactwa w składzie tez możemy odesłać do lamusa, podobnie jak opowieści o znakomitym siatkarskim pokoleniu w Polsce. Bez przesady! Liga Światowa 2009 dogłębnie obnażyła słabości, toczące nasza siatkówkę i choćbyśmy jak powtarzali sobie, że jestesmy mocni i przywoływali na myśl zrebrny medal na mistrzostwach świata, to omamianie się nic nie da. Czas spojrzec prawdzie w oczy!
A prawda wygląda tak, że choc mówiło się, że na pozycjach boiskowych jest zachowana rotacja, to tak naprawdę przez ostatnie sezony w podstawowym zespole grali z grubsza ci sami zawodnicy co roku, z niewielkimi korektami. Zmiennicy dostawali szanse niezbyt często i nie na długo, dlatego po pierwsze, nie mogli sie wykazać, a po drugie, nie zdobywali, tak cennego przecież, doświadczenia na polu międzynarodowym. W Lidze Światowej raz wypadalismy dobrze, raz gorzej, ale żeby nawet nie wyjśc z grupy, tak jak w tym roku? to już siatkarskiem kibicowi nie mieści się w głowie.
Castellani, który przyszedł po Lozano próbuje kadrę odmłodzić i wprowadzić do niej świeżą krew, ale okazuje się, ze nie jest to takie proste. Gromadowski, Kurek, Jarosz, Bartman, Łomacz, Ruciak, Nowakowski nie sa w stanie “z dnia na dzień” zastąpić takie tuzy jak Świderski, Zagumny, Gruszka, Wlazły, Winiarski, Bąkiewicz i inni. By okrzepnąć w reprezentacji nie wystarczy tylko dobra postawa w lidze i od czasu do czasu występy w kadrze. Ostatnie mecze w Lidze Światowej dobitnie to pokazały. Aż żal czasów, gdy na wyjeździe wygrywaliśmy z Brazylią. Teraz nawet u siebie poleśnie przegraliśmy z Finami (którzy wiadomo, potęga nigdy nie byli i nadal jeszcze nie są), by w drugim meczu, nie bez problemów, pokonac ich 3:2. Ze słabeuszami zmiennicy może i sobie poradzą, ale z zespołami solidnymi, do których na pewno zalicza sie już teraz Finlandia, w wygrana trzeba włożyć całe swe siły, umiejętności i serce, z zastrzeżeniem, że i tak może nie przynieśc to upragnionych zwycięstw.
To dobrze, że Castellani pokazał nam, jak rzeczywiście wygląda kadra polskich siatkarzy bez zamydlania oczu. Z drugiej strony wypada żałować, że ‘sny o potędze” okazały się tylko snami i nie mamy zastępów doskonałych zawodników. Młodzi nie są w stanie z dnia na dzień zastąpić “starych”. Trochę wody w Wiśle musi upłynać, by mogli reprezentować podobny poziom. Póki co, pozostaje nam liczyć, że w mistrzostwach Europy, jeśli wyleczą kontuzję, wystąpią same asy z naszej siatkarskiej talii. Jeśli nie, to, co tu dużo mówić, próżno nam bedzie szukać szczęscia w czempionacie Starego Kontynentu. Młodych trzeba jednak konsekwentnie i jak najwięcej ogrywać, żebyśmy pewnego dnia nie obudzili sie z ręką w nocniku, gdy starsze pokolenie zakończy kariery, a młodsze bedzie nieprzygotowane fizycznie i mentalnie, by udźwignąć brzemię reprezentacji…
(Kinia)


