
Ukraińcy ostatnio przekonują wszystkich usilnie, żebyśmy nie robili z nich “kozłów ofiarnych” i nie próbowali podważać ich kompetencji… Ponoć tak naprawdę przygotowania do Euro idą pełną parą, stadiony są w zaawansowanej budowie (nie tak jak u nas), a i inne inwestycje też będą realizowane. Niestety tak się składa, że w weekend majowy byłam we Lwowie i miałam okazję zobaczyć, jak to na tej Ukrainie jest…
Euro 2012 Polska organizuje wraz z Ukrainą… ba, to właśnie Ukraińcom ( a raczej jednemu – oligarsze Surkisowi) w głównej mierze zawdzięczamy przyznanie nam Euro. W polskim środowisku piłkarskim i dziennikarskim jednak od jakiegoś już czasu słychać coraz wyraźniejsze głosy, że Polacy albo sami powinni zorganizować mistrzostwa, albo przynajmniej mieć więcej miast goszczących Euro niż Ukraina. Argumentacja? Ukraina nie zdąży, prezentuje się gorzej od nas, więc to my, jako prezentujący wyższy poziom, powinniśmy dostać szansę pokazania większej ilości miast.
Takie “gadanie” Ukraińców najzwyczajniej denerwuje: są zdania, że to głównie oni wywalczyli Euro, a poza tym gramy w jednej ekipie, która powinna się wspierać, a nie rzucać sobie kłody pod nogi… Poza tym nasi wschodni sąsiedzi są zdania, że to ONI nas wyprzedzają w przygotowaniach do Euro, przynajmniej, jeśli chodzi o tak strategiczną rzecz, jak budowa stadionów. Jeśli zaś chodzi o infrastrukturę, tu Ukraińcy przyznają się niby do kłopotów, ale równocześnie bagatelizują całą sprawę, mówiąc, że nie będzie tak źle…
Jak sprawa wygląda w rzeczywistości? Zobaczmy na przykładzie Lwowa, który co prawda ma małą szansę na goszczenie kibiców z całej Europy, ale jednak obrazuje ukraińskie realia. Właściwie jedynie Kijowa nie można podciągnąć pod tę kategorię. Ale wiadomo: co stolica, to stolica… W Kijowie są hotele pięciogwiazdkowe z prawdziwego zdarzenia, są tętniące życiem w dzień i w nocy ulice, jest też pewnie bardziej europejski, a mniej biednoukraiński klimat… Pozostałe miasta, czyli: Donieck, Charków, Dniepropietrowsk, Odessa mają raczej infrastrukturę podobną do tej, którą zastałam we Lwowie, zatem na zasadzie (uzasadnionego!) przeniesienia, można pokusić się o wnioski.
Otóż, jeśli wydaje Wam się, że w Polsce jest źle, absurdalnie, drogi są w tragicznym stanie i daleko nam do Europy Zachodniej, to radzę: pojedźcie na wschód! Tam dopiero docenia się Polskę, bo nagle okazuje się, że Polska pod względem poziomu życia wcale nie jest tak daleko od Zachodu, natomiast Ukrainę od tego Zachodu dzieli jeszcze bardzo, bardzo dużo. Zwrócę uwagę na kilka aspektów, ważnych w kontekście Euro.
Po pierwsze: drogi. Myślicie, że gorszych niż w Polsce nie ma? Zapewniam Was, są!Właśnie za Bugiem…Tam to dopiero są dziury, a właściwie dziura na dziurze (i to głębsze niż u nas!) Nie na darmo radzi sie przecież, by lepszym samochodem na Ukraine się nie wybierać… No chyba, że chcecie wrócić bez zawieszenia itp. Można oczywiście wybudować drogi, ale na to potrzeba i czasu, i pieniędzy, a z pienięzmi na Ukrainie jest niestety problem… (tam dopiero widać, co to znaczy bieda!). Nawet sam delegat UEFA przyznał, że mniej-więcej dobre połączenie jest tylko między Kijowem a Odessą! A co z resztą?!!
Po drugie: hotele. W samym Lwowie na przykład nie widziałam ani jednego pięciogwiazdkowego hotelu. Widziałam może dwa, trzy cztero- czy trzygwiazdkowe.. ina tym koniec!!! Pod tym względem jedynie Kijów ma jaką-taką bazę, ale też nie do końca, bo brakuje mu hoteli o klasie turystycznej, która zadowoli przeciętnego kibica, a nie działacza, oczekującego luksusów. I tu musimy sobie powiedzieć jasno: miasta ukraińskie nie mają hosteli! To nie Kraków czy każde inne, większe polskie miasto, gdzie “hostel na hostelu”. Nie, tam ich po prostu właściwie nie ma! Są za to prywatne kwatery, ale właściwie ten wątek mojej opowieści powinnam pominąć milczeniem, bo wrażenia były naprawdę “niezwykłe” i na trzeźwo ciężko czasem patrzeć na standard, w jakim podobno mieszka klasa średnia. Pod tym pojęciem zaś można rozumieć stuletnie ściany, stu pięćdziesięcioletnią szafę w pokoju, łazienkę pół na pół metra i…generalnie specyficzny zapach (że użyję eufemizmu) wilgoci. My, Polacy, byliśmy zdegustowani… Aż boję się wyobrażać sobie miny Anglików, Niemców czy innych nacji. Nie mówię, że wszystkie mieszkania tak wyglądają, ale niestety pod tym względem na Ukrainie jest gorzej niż źle!
Po trzecie: transport. Z tym tez jest duży problem. Weźmy na przykład Kijów i lotnisko położone 50 km od centrum! A na dodatek brak zorganizowanego transportu na linii lotnisko-centrum! Nie ma czegoś takiego jak np. w Krakowie szybki pociąg Balice-Kraków. Jak sami Ukraińcy przyznają, jest to problem i zapewne przejazd kibiców będzie musiał być organizowany autobusami! Wyobrażacie sobie to??? Bo ja, szczerze mówiąc, nie, zwłaszcza patrząc na ukraińskie autobusy. Przy tej okazji pragnę Was zapewnić, że komunistyczne “ogóry” nie odeszły jeszcze w przeszłość – tam nadal można je spotkać! Weźmy pod uwage transport po mieście, jako że kibice lubią się przemieszczać. Nie chodzi nawet o to, że linii jest za mało, gdyż oprócz tramwajów są do dyspozycji trolejbusy i tzw. marszrutki, czyli busy, którymi można dotrzećpraktycznie wszędzie. Chodzi mi o standard tych pojazdów, a żeby unaocznić, posłużę się przykładem: w Polsce (np. Krakowie) najgorszy tramwaj wygląda lepiej niż tam- najlepszy. A każdy z najlepszych tam wygląda przeważnie, jakby zaraz miał się rozpaść… Możecie sobie zatem wyobrazić, jak to wszytsko wygląda…
Po czwarte: język. Wszystko napisane cyrylicą, wiadomo, a ze znajomością angielskiego to raczej kiepściutko, oj kiepściutko… Dla nas, Polaków, nie stanowi to większego problemu. Jeśli ktoś liznął choć podstawy języka rosyjskiego, to dogada się spokojnie i z Ukraińcem, zwłąszcza, jeśli chodzi o podstawowe kwestie. Ale już obcokrajowcy (mam tu na myśli mieszkańców Europy Zachodniej) cyrylicy nie znają i nawet ze słownikiem w ręku niewiele “zakumają”. Co innego w Polsce: alfabet mamy taki sam, więc ze słownikiem w ręku można się porozumieć, nie mówię już o angielskim, który dość dużo Polaków zna chociaż w mierze szczątkowej. Wiadomo, że na czas Euro będą przeszkoleni wolontariusze, mówiący po angielsku, ale mimo wszystko uważam ,ze cyrylica może być dla przybyszów sporym stresem.
Kończąc mój raport, chcę zaznaczyć, że nie miał on na celu ukazania Ukrainy jako zapyziałej dziury i totalnego zaścianka Europy. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że pod paroma względami Ukrainie będzie bardzo trudno do 2012 roku dostosować się do poziomu przynajmniej tej “gorszej” Europy, do której powiedzmy, można zaliczyć Polskę czy Słowację…
To, co zdecydowanie pozytywne na Ukrainie to życzliwi ludzie, którzy sami “zaczepiają” turystów i pokazują im, jak gdzieś dojść oraz… ceny alkoholu (głównie wódki) i papierosów. A wiadomo, że większość kibiców tymi rzeczami nie pogardzi… ;) Nie chcę krakać, ale oby to nie okazało się za mało!
(Kinia)



… że nie wspomnę już o kanarach, którzy też jakby są mniej uprzejmi od krakowskich :P ale tak już mówiąc poważniej to przypomnę tu słowa właściciela naszej pseudokwatery, który powiedział “tu nie Europa, tu już Azja” i miał sporo racji bo poza McDonaldem i urokiem samego miasta wiele europejskości tam nie zauważyłem :) zawsze miałem przekonanie że na wschodzie Ukrainy jest jeszcze gorzej,ale ciezko mi to sobie wyobrazic :) i co z tego ze w Doniecku stoi stadion jak pewnie z noclegiem jest taki sam problem jak we Lwowie.Pozostaje się tylko cieszyć że mecze Polaków będą w Polsce, a jak wyjdziemy z grupy to wtedy zaczniemy się martwić wyjazdem na Ukrainę albo raczej przelotem, bo nikt chyba nie odważy się zamordować swojego auta na tym czymś co imituje drogę :P
To co Pan napisał, ja od dawna wszystkim tłumaczę, ale my Polacy uwielbiamy biadolic! Nie wiem ile Polsce zostanie przyznanych miast, oby wszystkie gościły EURO, ale z tego tesktu wynika, że to wcale nie jest takie niemożliwe. Ja jednego jestem pewna- Polska da sobie spokojnie radę.
“To co Pan napisał…”
Jeju, ale skandaliczna pomyłka z mojej strony, oczywiście “Pani” ;)
bardzo to wszystko smiesznie=)))haaa
no no zobaczymo co ta Polska zrobi=)))Zobaczymy w tym nawet Lwowie jest lepiej niz w Krakowie!!!i ze zamy gorszy tramwaj w Krakowie to najlepszy we Lwowie-bardz mnie to zdenerwowalo chyba bylas we Lwowie w 60 latach i jezeli masz wady ze wzrokiem to szkoda bo w Hoteli 5 jest w centum!no zobaczymy zobaczymy!!!