
Nieco ponad 3 miesiące temu mieliśmy okazję śledzić premiery dwóch najbardziej znanych gier futbolowych XXI wieku. Z miejsca rozpoczęły się dyskusje, która seria w tym roku wygra. A redakcja TrzyZero, z racji prowadzenia bloga ogólnosportowego, poczuła się w obowiązku na podstawie własnych doświadczeń przybliżyć zmiany i różnice w obydwu grach.
Wojna w szatni
Fifa z Pro Evolution Soccer zawsze wygrywała pod wzgędem zaplecza. Tak jest i w tym roku. Licencje, tradycyjnie już, są wielkim atutem produkcji zespołu EA Canada i bolączką Konami. I tak oto Fifa daje nam możliwość gry w trzydziestu licencjonowanych ligach, podczas gdy w Pro Evo nawet najlepsza liga świata, angielska Premier League, zawiera jedynie dwa znane nam kluby (w tym roku Manchester United i Liverpool), a pozostałe drużyny, jakimi przyjdzie nam się zmierzyć, to dla przykładu North East London.
Jakby tego było mało, w tym roku PES stracił licencję na Primera Division. Zatem pełny regres serii zauważalny jest od samego początku.
Aktualność składów to również temat, który należy poruszyć. I tak w Fifie, która notabene pojawiła się wcześniej od PESa, a jej producenci mieli mniej czasu na wszelakie aktualizacje transferów, oddali nam produkt w pełni zgodny ze stanem obecnym. Tymczasem w Pro Evolution Soccer… śmiech i niedowierzanie. W grze, która ukazała się później od Fify, Robinho nadal biega w barwach Realu Madryt, a Berbatow jest piłkarzem Tottenhamu. Ale jesteśmy do tego przyzwyczajeni, wszak rok temu w barwach Sevilli biegał Antonio Puerta, tragicznie zmarły na atak serca w sierpniu 2007 roku.
FIFA – PES 1:0
Wojna na trybunach
W zakresie trybów i opcji gier PES wypada nieźle, choć i tutaj twórcy nie wystrzegli się błędów. Uwagę szczególnie zwracają dwa tryby: Become a Legend oraz UEFA Champions League. Pierwszy z nich to odpowiednik Be a Pro z Fify. Po wybraniu tej opcji wcielamy się w jednego piłkarza, którego sami kreujemy (istnieje możliwość wrzucenia własnego zdjęcia wykonanego kamerką). Kierujemy jego poczynaniami od 17 roku życia, trenując i pracując nad swoimi umiejętnościami, by w dalszym rozwoju kariery trafić do reprezentacji i stać się żywą legendą stadionów.
UEFA Champions League to z kolei tradycyjna formuła Ligi Mistrzów i… w zasadzie tyle. Firma Konami, poza zakupem licencji na te rozgrywki, nie wysiliła się zbytnio i otrzymaliśmy zwykły tryb pucharowy, okraszony wstawką dźwiękową i logiem Champions League.
Wszystkie standardowe i sprawdzone tryby Konami postanowiło zachować w starej formie, a więc mamy Exhibition, League/Cup, starą dobrą Master League oraz możliwość gry w sieci (która, tak na marginesie, działa fatalnie – jest zalagowana i tylko potwierdza się opinia, że Konami na temat kodu sieciowego wie tyle, co redakcja TrzyZero na temat szydełkowania).

Fifa to trochę inna bajka. Choć menu główne nie jest tak przejrzyste jak w przypadku PESa, to opcji gry mamy znacznie więcej. Bigger, better, Fifa – chciałoby się rzec. Be a Pro, odpowiednik pesowego Become a Legend funkcjonuje znakomicie, choć naszą “gwiazdeczką” możemy kierować zaledwie przez 4 sezony. Sterowanie na samej murawie jest też mniej intuicyjne niż w przypadku Pro Evo. Bardzo ciężko jest zawodnika “wyczuć”, zarówno jeśli chodzi o drybling, jak i wślizgi. Zazwyczaj kończą się one kartką. Kamera funkcjonuje bardzo dobrze, a wyskakujące podpowiedzi działające na zasadzie “ciepło, zimno” sprawiają, że w przeciwieństwie do PESa, wiemy na jakiej pozycji gramy i jakie są nasze zadania, zarówno w defensywie jak i w ataku.
Warto też nadmienić, że poza wszystkimi standardowymi trybami gry, jak mecze towarzyskie, pucharowe i ligowe, EA oddało graczom możliwość gry online… 10 na 10!!! I to bez żadnych lagów! Pod tym względem Fifa zdeklasowała PESa (gdzie możemy zagrać max 2on2) i dopóki Konami nie ogarnie tematu kodu sieciowego, nie zbliży się nawet do poziomu na który wspięło się EA Sports.
FIFA – PES 2:0
Walka na ławce trenerskiej
Seria Pro Evolution Soccer od zawsze oferowała pełny nadzór taktyczny nad piłkarzami. Zmieniać można wszystko, od formacji, przez ustawienia indywidualne zawodników, aż po linie, po których nasi piłkarze najczęściej powinni się poruszać. Ponadto, podobnie jak w poprzednich edycjach, możemy ustawić dwie różne formacje i w zależności od przebiegu spotkania, odpowiednią kombinacją przycisków przełączać je między sobą. Konami konswkwentnie idzie tą samą ścieżką, nie czyniąc żadnych rewolucyjnych zmian w tym aspekcie, co dla jednym może być odbierane pozytywnie (po co psuć coś, co dobrze funkcjonuje), a przez innych wręcz przeciwnie (brak ewolucji serii).
W produkcji EA Sports ten element również pozostaje bez zarzutu, choć menu – przynajmniej dla mnie – jest nieco mniej przystępne. Zawsze denerwowały mnie delikatne opóźnienia przy wciskaniu kolejnych przycisków na kontrolerze, tutaj nie jest inaczej.
Jako wielką nowość Fifa w tym roku reklamowała tzw Custom Tactics, czyli zaawansowane narzędzie do kreowania własnych ustawień. Po krótkiej zabawię tą opcją uznaję ją za zbędny bajer, bowiem nijak ma się ustawianie częstotliwości podań czy też dośrodkowań w przełożeniu na mecz, w którym to ja steruję piłkarzami. Custom Tactics sprawdza się w zasadzie tylko w trybie menedżerskim.
FIFA – PES 2:1

Walka na murawie
I wreszcie dochodzimy do najważniejszego elementu gier sportowych, czyli samej rozgrywki. Pro Evolution Soccer, mimo wszystko, ewoluuje. Konami najwięcej pracowało nad podaniami, w edycji 09 możemy kontrolować ich siłę poprzez odpowiednio długie przytrzymanie klawisza za nie odpowiadającego. Podania krótkie sprawdzają się bardzo dobrze, choć już z zagraniami na dobieg są pewne problemy, bowiem zawodnicy sterowani przez komputer są po prostu zbyt leniwi, by wybiegać wtedy, gdy ich najbardziej potrzebujemy. Szumnie zapowiadana poprawa AI nie nastąpiła, co wielokrotnie zmusi nas do zwyzywania piłkarzy grających w naszej drużynie.
Polem do popisu za to są przerzuty, które bardzo efektywnie pozwalają nam przenieść ciężar gry na drugą stronę boiska i umożliwiają skuteczne rozmontowanie defensywy rywala.
W przypadku strzałów PES nie zmienił się zbytnio w stosunku do poprzedniczki, nadal czuć ich siłę, nadal mamy niewielką kontrolę nad kierunkiem i siłą uderzenia. Strzały z dystansu są loterią, piłka kopnięta z tego samego punktu raz wpadnie w okno bramki, innym razem zestrzeli gołębia fruwającego wysoko nad stadionem.
Warto jednak dodać, że wszelkie wykończenia akcji, jak na przykład woleje, przewrotki czy nożyce wyglądają niezmiernie efektownie, dając ogrom radości grającemu.
Konami zmieniło również sposób wykonywania zwodów, teraz do tego celu używamy przycisków służących do kierowania piłkarzem, oraz d-pad. Przyznaję, że do dzisiaj sprawia mi to problem, system nie jest intuicyjny.
Bramkarze w produkcji Konami, podobnie jak to ma miejsce od kilku lat, nadal zachowują się tak, jakby pierwszy raz stanęli między słupkami bramki. Ich błędy potrafią doprowadzić Gracza do szewskiej pasji, na czym może fizycznie ucierpieć sama konsola.

Fifa w tym roku bardzo wysoko zawiesiła poprzeczkę, jak się okazuje, zarówno pod względem zaplecza jak i samej rozgrywki. Podobnie jak w PESie, kontrolujemy siłę podań zawodników. Przerzuty na drugą stronę boiska są nieco mniej dynamiczne, ale wciąż skuteczne, za to zdecydowaną przewagę Fifa ma w aspekcie AI piłkarzy. Zawodnicy wychodzą do podań, tego typu zagrania sygnalizują wyciągniętą ręką (co czasami naprawdę pomaga), a zagrania na dobieg nie dość że przemyślane, to jeszcze diabelnie skuteczne. Może odrobinę za bardzo, bowiem niemal każde zagranie między obrońców jest skuteczne, jeśli tylko zostaje wykonane “w tempo”.
Nad strzałami mamy w Fifie znacznie większą kontrolę. To od nas zależy z jaką siłą piłka poszybuje w stronę bramki rywala, oraz w którym kierunku. A wszystko to za sprawą możliwości kontroli manualnej (również w przypadku podań), która – z początku bardzo trudna do opanowania – staje się w rękach bardziej doświadczonego gracza bronią potwornie niebezpieczną.
Bolączką Fify są natomiast uderzenia z dystansu, potwornie ciężko jest umieścić piłkę w siatce z około 30 metra. No i nie czuje się siły strzałów, tak jak to ma miejsce u konkurencji. Piłka czasami lata szybko, ale to właśnie poczucie “posłania petardy” w bramkę rywala sprawia, że PES ma w tej kwestii drobną przewagę.
Bardzo intuicyjne są za to zwody, które wykonujemy lewym triggerem i prawym analogiem, większość z nich (głównie te łatwiejsze) są bardzo przydatne podczas meczu, a wszystkie wyglądają niesamowicie widowiskowo.
Jeśli chodzi o zachowanie golkiperów, to zdecydowaną przewagę ma w tym roku Fifa, w której bramkarze nie popełniają tak absurdalnych błędów jak w produkcji Konami.
FIFA – PES 3:1

I czas na wymianę koszulek
Na samym początku podsumowania muszę podkreślić fakt, że jestem zagorzałym fanem serii Pro Evolution od 10 lat, a powyższa punktacja nie ma na celu wyłonić gry lepszej. Ma być jedynie wskazówką.
Faktem jest, że EA Sports w tym roku dało czadu. Ekipa odpowiedzialna za pracę nad Fifa 09 zasłużyła na długie wakacje, bowiem dawno nie mieliśmy w komputerowej piłce takiej (r)ewolucji jak w tym roku. Ogromne zmiany w gameplayu odbiły się na Fifie w zaskakująco dużym stopniu, co sprawia, że rok 2009 należy właśnie do niej.
Konami w tym roku spoczęło na laurach. Firma odpowiedzialna za najlepsze gry piłkarskie ostatniej dekady nie zrobiła prawie nic, by zachęcić Graczy do kupna Pro Evolution Soccer.
Pozostaje mieć nadzieję że to nie koniec wojny o tytuł najlepszej piłki komputerowej. Bo w gruncie rzeczy, bez znaczenia jest kto kolejne bitwy wygrywa, zwycięzcami zawsze jesteśmy my – Gracze.
(Majlosz)


