
Cała piłkarka Europa żyje obecnie rozgrywkami o kontynentalny championat. Kibice delektują się grą na najwyższym poziomie, trzymają kciuki za swoich faworytów. W niedzielę ostatni akord piłkarskiego święta, a potem? Potem trzeba wrócić do naszego krajowego, futbolowego światka.
Nowy sezon ekstraklasy rusza od koniec lipca. Jaka to będzie liga? Czy faktycznie nowa, czy „nowa” tylko z nazwy? Czym jeszcze zaskoczą nas władze polskiej piłki? Mam nadzieję, że szybkim ustaleniem składu drużyn I ligi, ponieważ kombinowanie, kalkulowanie, i liczenie na Opatrzność w przypadku kilku rodzimych klubów stało się żenujące.
Jednym z niewielu pozytywnych chwil, które mam nadzieję będą czekać kibiców w Polsce, będzie start krakowskiej Wisły w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Start – miejmy nadzieję udany i zakończony awansem do tych elitarnych rozgrywek Droga do europejskiej, klubowej elity nie jest prosta. Już kiedyś przekonały się o tym dwa polskie zespoły – Legia Warszawa i Widzew Łódź. Jednak legioniści i widzewiacy pokazali, że udział w Lidze Mistrzów nie jest zadaniem niewykonalnym. Legia wyeliminowała IFK Goeteborg a następnie doszła aż do ćwierćfinału. Łódzki Widzew w sezonie 1996/1997 po dramatycznym dwumeczu pokonał ostatecznie Broendby Kopenhaga i znalazł się wśród najlepszych europejskich drużyn. Nie powtórzył jednak sukcesu Legii z wcześniejszego sezonu – Widzew zakończył swój udział na fazie grupowej.
Niestety – od kilkunastu lat grupa Ligi Mistrzów to poziom nieosiągalny dla polskiego zespołu. Jak napisał jeden z pisarzy – „Za wysokie progi na lisie nogi”. Zawsze czegoś brakowało – szczęścia w losowaniu, woli walki, ambicji, albo najprościej – umiejętności. Ważną rolę odgrywają pieniądze – Liga Mistrzów to głównie produkt marketingowy, który trzeba sprzedać i jeszcze dobrze na tym zarobić. Rzadko się zdarza, aby kluby z bardzo małymi budżetami trafiały do elitarnej. Nie jest to niemożliwie – FC Thun czy Artmedia pokazały, że i z małą ilością zer na klubowym koncie można stawić najmożniejszym w Europie.

W tym roku po raz kolejny polski klub stanie przed szansą dostania się do grona najlepszych europejskich drużyn. Wisła Kraków rozpocznie zmagania od II rundy kwalifikacyjnej. Na tym szczeblu będzie zespołem rozstawionym – zostanie dolosowany przeciwnik teoretycznie łatwiejszy i słabszy. Takie kluby jak Drogheda United, Sheriff Tyraspol, Anorthosiss Famagusta Larnaka, Beitar Jerusalem, MTK Budapeszt, Dinamo Tbilisi nie powinny budzić strachu wśród wiślaków. II runda kwalifikacyjna powinna pójść Wiśle bez problemów. Jednak nie można sobie pozwolić na zlekceważenie przeciwnika i zagranie na pół gwizdka. Przykłady potyczek z Valaarengą Oslo czy z Dinamo Tbilisi przypominają że w europejskich pucharach nie grają przypadkowe drużyny. Do każdego należy podejść z szacunkiem, aczkolwiek bez respektu.
Schody rozpoczynają się w III rundzie kwalifikacyjnej. Tutaj będą czekały Juventus Turyn, Liverpool FC, Arsenal, Benfica Lizbona, Olympique Marsylia czy Barcelona. Wisła będzie już nierozstawiona i przyjdzie się jej zmierzyć z którymś z markowych przeciwników. Dwumecz z jednym z tych rywali to z pewnością zastrzyk dla klubowej kasy, wielkie wydarzenie medialne i prawdziwa gratka dla kibiców. Dla samych piłkarzy to możliwość sprawdzenia się z najlepszymi piłkarzami świata. Ale jakie szanse na awans ma wtedy Wisła? Kibicowskie serce nakazuje widzieć piłkarzy Wisły na europejskich salonach, jednak chłodny, pozytywistyczy rozum wręcz rozkazuje mieć świadomość bardzo, bardzo cięzkiego egzaminu do zdania. Jeżeli się uda – czapki z głów. Jeżeli nie – trudno. Ale jako kibic będę oczekiwał jednego – maksymalnego zaangażowania i chęci wygranej. Trzeba gryźć trawę, stawać na uszach żeby wygrać. Na stojąco meczów się nie wygrywa. Losowanie może jednak okazać się dość pomyślne. Wiślacy mogą trafić na Steauę bądź na FC Basel. Nie są to drużyny z absolutnego, europejskiego topu, ale nie oszukujmy się – klub Gigi Becaliego od kilku sezonów gra świetnie od paru sezonów w europejskich pucharach, posiada wielu reprezentantów i ma międzynarodowe doświadczenie. FC Basel to również nie „chłopcy do bicia”. W tym przypadku również trzeba zagrać ma maksimum umiejętności i wierzyć w pokonanie teoretycznie silniejszego przeciwnika. Rok temu Zagłębie nawet nie wierzyło w przejście Steauy – jak się skończyło wszyscy wdzieliśmy.
Jeżeli wiślacy, nie daj Boże!, nie przejdą II rundy – przygoda z pucharami pryśnie jak bańka mydlana. Jeżeli odpadną w III rundzie – również nie daj Boże!! – pozostaje walka o awans do fazy grupowej Pucharu UEFA. Wiślacy raz już grali w grupie „Pucharu pocieszenia” i naprawdę byli o włos od awansu do kolejnej rundy. Miejmy nadzieję, że awans do tej grupy nie będzie problemem dla Wisły.
Europejskie puchary to cel wielu klubów. Możliwość zarobienia sporych pieniędzy, rywalizacja z najlepszymi w Europie – to przyciąga jak magnes piłkarzy, działaczy i kibiców. Czasami wspaniale jest zobaczyć, jak maluczcy europejskiej piłki pokonują najbogatsze kluby naszpikowane gwiazdami. Czasami właśnie wystarczy niesamowita ambicja i wiara w zwycięstwo. Myślę, że mottem dla wszystkich polskich piłkarzy powinny być słowa Henryka Reymana, przedwojennego piłkarza Wisły:
„Nikt nie wymaga od Was samych zwycięstw, czasami i przegrać przychodzi. Ale każdy ma prawo żądać ambitnej i nieustępliwej walki – nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali Was za niegodnych podania ręki.”
Rafał Młyński
Od redakcji: bardzo dziękujemy Rafałowi za rzeczową analizę i zapraszamy do dalszej gościnnej współpracy :)


