
Polacy wracają do domu, jak zwykle – przegrani. Z jednym marnym punktem, wywalczonym przeciwko najgorszej – poza Szwajcarią i jak się okazuje, również Polską – drużynie w turnieju. Ale porażkę osobistą odniósł również Leo. Po raz kolejny nie wywalczył nic.
Przyznaję szczerze, że należę do osób które w sukces Beenhakkera wierzyły od samego początku. Po kolejnych zwycięstwach naszych chłopaków w eliminacjach coraz szerzej uśmiechałem się wspominając krytykę pod adresem Holendra, jaka miała miejsce po zaledwie kilkunastu dniach jego pracy, zwieńczonych porażką z Finlandią i zaledwie remisem z Serbią.
Gdy pokonaliśmy Portugalię, magia Beenhakkera zalała całą Polskę zamykając na wiele miesięcy usta wszystkich krytyków holenderskiej myśli szkoleniowej, co dało naszym chłopakom wiele tygodni kompletnego spokoju i ciszy, jaka wydaje się być głównym warunkiem dobrego przygotowania do kolejnych spotkań.
Nawet kibice, tak bardzo uzależnieni od chwili, momentu, reagujący żywiołowo i kapryśnie zmieniający zdanie w zależności od wyniku spotkania, pokochali Beenhakkera i do samego końca, mimo porażek i blamażu naszej reprezentacji, śpiewali: “Leeeooooo, Leeeeeooo!”.
Najdobitniej to świadczy o tym, że wśród fanów panuje przekonanie o przewadze Holendra nad każdym innym selekcjonerem rodzimym. Bo przecież jeśli holenderski eksperyment nie wypali, na stołku zasiądzie kolejny następca Enela, Wójcika, Janasa czy Bońka, a dopingować go będą triumfalne uśmiechy starszyzny zasiadającej w PZNP.

Leo wielki jest. Leo najlepszym trenerem reprezentacji Polski ostatnich lat. Leo Zwycięzca. Ale tylko ślepcy nie zauważą błędów, jakie ten – znakomity na nasze warunki, ale w świecie zaledwie dobry – trener popełnił.
- Ultimatum w sprawie Listkiewicza: Gdy Michał Listkiewicz był zagrożony utratą swojej ciepłej posadki, Beenhakker postawił ultimatum: “jeśli on odejdzie, ja również rozważę podanie się do dymisji”.
Od kiedy selekcjoner miesza się w politykę? Zawsze wydawało mi się że trener reprezentacji ma za zadanie kierować piłkarzami, a nie brać udział w politycznych przepychankach. Tymczasem Beenhakker zaczął zabierać głos w sprawach, które go zupełnie nie dotyczą.
- Reklamy. Nie chcę aby tekst ten był wyrazem dezaprobaty wobec Holendra, ale gdy widzę naszego selekcjonera w coraz to nowszych reklamach, nasuwa mi się z miejsca pytanie: dlaczego nasz selekcjoner nie poświęca tego dnia na trening, zamiast na kolejne dobre ujęcia reklamowe? Może się mylę, może wynika to z mojego braku wiedzy, ale nie widziałem, by wizerunek swój dzięki reprezentacji reklamował Guus Hiddink, Fabio Capello czy Carlo Ancelotti. Wydaje mi się, że oni bardziej skupiają się na swojej pracy, aniżeli na zabezpieczaniu swoich finansów przed ewentualnym wykopaniem ze stołka po nieudanym występie na Euro.


- Pretensje do dziennikarzy. Jak wszyscy wiemy, dziennikarze w Polsce dzielą się na dwie podstawowe grupy: ekipy z gazet poważnych, jak Gazeta Wyborcza, Przegląd Sportowy, Dziennik Polski, oraz na tych, którzy pieniądze na życie zarabiają pracując w tabloidach, pismach wartych mniej więcej tyle co papier toaletowy, jak Fakt czy Super Express.
Leo ma to do siebie, że krytykę ze strony dziennikarzy znosi ciężko. I jak tym drugim z pewnością ostre słowo się należy, tak w przypadku grupy pierwszej Beenhakker zwyczajnie przesadza. Dziennikarze sportowi, w sporej większości przynajmniej, na piłce się znają i kretynami nie są. Gdy widzą że Polska gra źle, to nie można im wciskać kitu że tak ma być i że mają zająć się pisaniem tekstów a nie burzeniem spokoju wokół reprezentacji.
My – czytelnicy gazet – mamy prawo wiedzieć co w naszej drużynie narodowej się dzieje. Mamy prawo wiedzieć, dlaczego Leo chce naturalizacji Rogera (choć teraz oczywiście wszyscy to wiemy). A nie zasługujemy na szyderczą odpowiedź Beenhakkera w stylu: “wyjdźcie ze swoich drewnianych domków”.
(część tego tekstu bazowana na potrzeby artykułu z bloga supergigant)
- Błędy na Euro. Nie mnie oceniać decyzje personalne i taktyczne, od tego jest Beenhakker i krytykować go za to nie mam zamiaru. Ale czy nikt z Was nie odniósł wrażenia, że, jak choćby w meczu z Austrią, nasza reprezentacja nie ma żadnej taktyki? Że w drużynie nie ma porządku, że chłopcy na boisku poustawiani są przypadkowo i bardziej przypominają tuniej dzikich drużyn, aniżeli reprezentację kraju, biorącą udział w Euro?
Podczas spotkania z Chorwacją, zwłaszcza w drugiej połowie, nie mogłem z pamięci wyrzucić wizerunku Luiza Felipe Scolariego, który od pierwszej do ostatniej minuty stał przy linii bocznej krzycząc, gestykulując i nawet w okresie najpiękniejszej gry Portugalii, wciąż nadzorującego taktykę i ustawienie swoich podopiecznych na murawie. Nie mogę też zapomnieć Guusa Hiddinka, który po meczu z Hiszpanią był najbardziej wkurzonym trenerem podczas Euro, do którego nie dochodziło, że przegrał z zespołem znakomitym, będącym jednym z faworytów do mistrzostwa Europy. On był na tyle sfrustrowany, że aż współczuję Rosjanom treningu, jaki musieli odbyć następnego dnia. A w meczu z Grecją Hiddink, wzorem Scolariego, kierował poczynaniami drużyny od pierwszej do ostatniej minuty.
Kto oglądał mecz wczorajszy, zwłaszcza w drugiej połowie, zobaczy Beenhakkera zrezygnowanego. On zwyczajnie odpuścił. Nie miał siły. Nie miał nerwów. Ale przy tym wszystkim najbardziej razi, że nie potrafił chłopaków zmotywować nawet na ten ostatni mecz, by obronić honor. Olał. A przynajmniej tak wyglądał.
Beenhakker w swojej reprezentacyjnej karierze nie wywalczył jeszcze nic. Pal licho Trynidad i Tobago, drużynę dla której sam awans był już wielkim sukcesem. Leo jednak nie potrafił poprowadzić Holandii, co już wydaje się być dziwne. Z Polską też miało być inaczej niż zwykle. Nie wyszło.

- Sprawa z Błaszczykowskim i innymi kontuzjami w Polskiej kadrze. To chyba największa tajemnica Euro. Sztab Leo milczy jak zaklęty, Kuszczakowi wyrwało się zdanie o zbyt dużych obciążeniach podczas treningów. Ile wtym prawy – nie wiadomo. Faktem jest, że nasz zespół został zdziesiątkowany kontuzjami, od Błaszczykowskiego zaczynając, na Żurawskim i Kuszczaku kończąc. Do tego trzeba wspomnieć o fatalnej formie większości zawodników, którzy wyglądali na przemęczonych. Brakowało im świeżości i szybkości. Beenhakker w wywiadzie mówi, że zawiedli najlepsi. Ale nie wspomina nawet słowem, że mógł zawieść i on.
Mimo krytycznego charakteru artykułu, wciąż zaufanie do Beenhakkera mam. Nadal nie widzę nikogo, kto mógłby zająć jego miejsce, bo przecież Capello, Hiddink czy Ferguson pracę mają. Ale z dniem lądowania samolotu z polskimi piłkarzami na Okęciu, Leo musi zacząć budować nową kadrę. I powinien skupić się na tym w pełni. Bo w przeciwnym razie zapamiętany będzie jako twórca małego, pojedyńczego sukcesiku pośrodku morza niepowodzeń. A nikt z nas nie chce, by Leo Beenhakker był stawiany na równi z Janasem i Engelem.
Czy Leo powinien podać się do dymisji? Moim zdaniem nie. Ale bez wątpienia powinien przyznać się do kilku mniejszych i większych błędów, “wziąć na klatę” niepowodzenie i zabrać ostro do pracy. A przede wszystkim musi poradzić sobie z gigantyczną prasową nagonką, która rozpoczęła się z dniem dzisiejszym.
(Majlosz)



Dotychczas do Beenhakkera raczej nic nie miałam, ale ostatnimi czasy zdenerwował mnie głównie właśnie podejściem do poważnych dziennikarzy ( wczoraj po meczu wyglądał niemal na zbulwersowanego: jak w ogóle ktoś śmie zadawać mu niewygodne pytania?!) oraz zatrważającym brakiem pomysłu na to jak ustawić zespół, by chociaż w ostatnim meczu odnieść zwycięstwo. Owszem, można wymieniać graczy, którzy zagrali słabo w pierwszym meczu, ale już żonglowanie składem w każdym meczu jest trochę dziwne.
Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne to rzeczywiście było z tym bardzo krucho, czego dowodem są kontuzje. Kuszczak już puścił parę z gęby, ponoć “Błaszczu” też ma zwołać konferencję prasową i coś wyjaśnić…
Chcąc nie chcąc na pewno po Euro ruszą też dyskusje na temat powołań – ponoć kryterium przy wyborze, jakim Leo się kierował było wyjście ponad poziom ligowy. Ja niestety u dużej ilości graczy dostrzegłam poziom nawet drugoligowy…
Leo może i powinien zostać, bo z polskich kandydatów chyba tylko Kasperczak nadawałby się na selekcjonera, no i może Skorża, ale on dobrze radzi sobie w Wiśle, poza tym jest jeszcze może za młody na taką funkcję…, ale na pewno nie może on udawać że nic się nie stało. jakby nie było, wywalczyliśmy tylko 1 punkt, nawet za Engela i Janasa na mundialu mieliśmy przynajmnije te 3 punkty po wygranych meczach “o honor”…
Dobry artykuł, ale imo Leo z pustego nie naleje :P nie mamy w kraju dobrych piłkarzy i tyle. A to że mamy super bramkarzy (Boruc, Kuszczak) to jakiś przypadek raczej.
A co do meczów za Janasa i Engela – z kim były te 3 punkty :> Jakieś Hondurasy i inne Kazachstany. Poziom Euro jest wyższy i tyle.
Radosne spojrzenie na futbol, czyli krótki komentarz subiektywny
Nie do końca… np. na mundialu 2002 wygraliśmy z USA… Nie twierdzę broń Boże, że teraz graliśmy gorzej czy było łatwiej, ale efekt jest taki, że skończyliśmy z bilansem 1:4 i 1 punktem, czyli nawet gorzej od Austrii, która choć jest gospodarzem, to jakby nie było jest też około 70. miejsca w rankingu FIFA. My jesteśmy około 30. To chyba o czymś świadczy…
Bardzo dobrze napisane Klinia.
Nalezy zajac sie na powaznie szukaniem talentu(ktory w Polsce jest….znalesc go?)zbudowac nowy sklad.Szkolenie juniorow to stwarza zaplecze dla takiej holandii i anglii(nie zawsze najlepsi ale zawsze jacys solidni pilkarze4 sa)
Beenhakker….?on ze zlota holenderska kadra z 1988 nic nie wygral na italy 1990wiec jeszcze bardziej z nasza…”kadra”.
Tez mysle ze Kasperczak powinien zostac trenerem(myslalem tak od dawna,tak samo bylem przeciwny obstawieniem tej pozycji przez Leo)
OK
Poza tym zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia. Najpierw Beenhakker mówi (co mogliśmy słyszeć wieeele razy także w reklamie): “In Poland we have the same talents as all over the world”, a teraz po mistrzostwach mówi do nas z pretensjami: przecież nie mamy w składzie graczy na poziomie Davida Villi czy van Nisterlooya… Hmm coś tu się nie zgadza… Raz możemy zdziałać cuda i nie musimy się wstydzić naszego futbolu i naszych piłkarzy, a innym razem żyjemy w drewnianych domkach i bardzo daleko nam do poziomu innych dobrych drużyn…
Kiniu, istnieje jednak znacząca różnica między “talentami” a “piłkarzami na wysokimpoziomie”… ta różnica to lata mądrego szkolenia.
Beenhakkerowi chodziło zapewne o to że talenty mamy, ale nie ma kto tych talentów szkolić.
Bo faktycznie, jeśli przejdziemy się po mieście, po boiskach, pojeździmy po mniejszych miejscowościach i wsiach, zobaczymy 10-latków którzy przy dobrym szkoleniu i wychowaniu piłkarskim, byliby znakomitymi piłkarzami. Ale Leo wielokrotnie podkreślał, że nie ma u nas systemu szkolenia młodzieży i skautingu. Wielokrotnie mówił, że w Polsce mamy takie murawy, że bałby się pozwolić na nich grać Ronaldinho, w trosce o kontuzję.
Polska nie ma zaplecza. Często myślę, że powinniśmy się i tak cieszyć że przy takiej piłkarskiej infrastrukturze nasza drużyna kwalifikuje się do Euro i Mundialu.
Wiem o tym wszystkim, tylko pisałam to też trochę w kontekście tego, że Leo rozbudził bardzo nadzieje wszystkich, mówiąc nam o tych talentach i o “jasnej stronie księżyca”.. A talenty na pewno mamy, dlaczegóż by nie?! wszędzie są… chodzi właśnie o to szkolenie… Zresztą podobnie jest w skokach narciarskich… wśród młodzików, juniorów jesteśmy dobrzy, a w seniorach…”koń jaki jest, każdy widzi”