Polacy przegrali w tragicznym stylu z Chorwacją B 0:1, w takim samym stylu jak NIemcy pokonali Austrię. KOńczymy więc mistrzostwa z jednym punktem na koncie i wracamy do domu. I dobrze, że wracamy! Z taką grą w kolejnej rundzie moglibyśmy się tylko jeszcze bardziej ośmieszyć…
Jeśli w czwartek wszyscy pomstowali na sędziego i byli wściekli, że mógł odebrać nam awans z grupy, o tyle dziś chyba nikt nie miał wątpliwości, że… awans nam sie po prostu nie należał. Przyznaję to ja i przyznać muszą nawet najbardziej zagorzali kibice. O samym przebiegu wydarzeń na boisku nie zamierzam sie rozpisywać, bo też i nie ma o czym. Pierwsze 20 minut wyglądało całkiem nieźle – Polacy groźnie atakowali, przeważali, mieli kilka sytuacji podbramkowych, co mogło napawać optymizmem. Niestety potem Polacy “stanęli”, a chorwackie ataki (coraz groźniejsze i coraz częściej) sunęły na naszą bramkę. Kolejny raz światową klasę pokazał Boruc, który wyratował nas przynajmniej czterokrotnie. Niestety w drugiej połowie Polacy równieź nie wyglądali na zespół, któremu zależy na wygranej. Były momenty pod koniec meczu, gdy zrobiliśmy parę akcji, dwa razy groźnie strzelił Smolarek i…to by było na tyle.
Przemyślenia w trakcie i po meczu? Owszem, były, i to w przytłaczającej większości pesymistyczne.
- Polacy (szczególnie od 20 minuty) nie wyglądali na drużynę, której zależy na wygraniu meczu, o awansie już nie wspominając! Każdy chyba wyobrażał sobie, że zobaczymy piłkarzy biegających od pierwszej do ostatniej minuty i zostawiających na boisku serce. Przecież obiecywali, że chcą wygrac nie tylko dla kibiców i dla reprezentacji, ale przede wszytskim dla siebie… Ich poczynania w obliczu tych słów były żałosne, doprawdy!
- niektórzy piłkarze poziomem gry przypominali drugoligowców. Tragiczni wprost byli Krzynówek i Łobodziński. Krzynówek non stop z uporem maniaka próbował strzelać na wiwat, wysoko w trybuny, czy to z rzutów wolnych, czy z dystansu. Myślałam, że gorzej niż w meczu z Austrią zagrać nie może. Okazało się, że jednak mógł. O grze Łobodzińskiego też szkoda wspominać – żenada: nie przejmował piłek, niecelne podawał, mijał się z piłką… jedyny pozytywny akcent to… jedna dośc groźna akcja w jego wykonaniu.
- dobrze zagrali dziś: Boruc – jak dla mnie na razie chyba najlepszy bramkarz tych mistrzostw (co za pech, że gra chyba w najsłabszej drużynie), klasa światowa, Saganowski, który szarpał, starał się, grał naprawdę dobrze. Nieźle zagrali też: Dudka, Żewłakow, Smolarek (daleko mu jeszcze było do swojego poziomu, ale było o niebo lepiej niż z Austrią, m. in. dwa groźne strzały w końcówce); Roger, rewelacyjny z Austrią dziś wypadł średnio (miał kilka niecelnych podań, nie był aż tak widoczny).
- co uderzyło mnie szczególnie w grze Polaków? Brak odpowiedniej techniki u większości graczy, niecelne podania, spóźnianie się do piłek, zbyt daleko grające od siebie formacje i mnóstwo strzałów rozpaczy, takich “aktów desperacji” i przede wszystkim: brak odpowiedniego zaangażowania
- trochę in minus zaskoczył mnie też Beenhakker, który po raz kolejny “zamieszał” składem. Z jednej strony rozumiem chęć szukania innych rozwiązań, ale z drugiej, podobnie jak gra naszych, wyglądało to trochę na akt rozpaczy.
Moje wnioski po tym meczu??? Zapowiedzi były wielkie i po raz kolejny nic z nich nie wyszło. Co z tego, że w eliminacjach wygrywamy 2:1 z Portugalią? Na Euro nie istniejemy!!! W meczu o nic Szwajcaria potrafi wygrać z rezerwowym składem Portugalii, a my nie potrafimy, mając jeszcze szanee na awans wygrać z drugim garniturem Chorwacji?! Żenada! W takiej formie przepraszam, ale Polacy nadają się do kopania łopatą… (pomijam oczywiście króla Artura) Jest mi po prostu wstyd za naszych reprezentantów i nie mam nic więcej do dodania w tej kwestii.
(Kinia)




Beenhakker – choć doprowadził nas do Euro i szacunek mam do faceta ogromny – trenerem wielkim nie jest i nigdy nie był. Mimo, że jest najlepszym szkoleniowcem jakiego Polska miała od lat i jest kapitalnym “motywatorem”, dzisiaj miotał się w swoich decyzjach, coachując kompletnie bez pomysłu, ładu i składu.
Nie oszukujmy się, jak go cenię, tak daleko mu do umiejętności Fabio Capello czy Guusa Hiddinka.
Tak czy siak Leo powinien zostać – o ile oczywiście poradzi sobie z nagonką tabloidów, która rozpocznie się już jutro.
Ja już sama nie wiem, czy powinien zostać. Widać (choćby po dzisiejszych wywiadach), że wyczerpuje mu się już cierpliwość do polskiej mentalności. Gazety będą drążyć i drążyć i jeszcze długo szukać dziury w całym, nie oszukujmy się, taka polska mentalnośc.
A Beenhakker nie miał dziś totalnie komunikacji z drużyną. I już to nie było dobrym znakiem. Jęsli na linii trener-zawodnicy nie ma porozumienia, to o czym tu mówić?!