Ja chciałabym podsumować mecz bardziej od strony zawodników, a mianowicie: kto zasłużył na pochwałę, kto na naganę, a kto był zupełnie do niczego… I chociaż na usta po meczu ciśnie mi się właściwie tylko jedno zawołanie, pewnie się domyślacie: „Sędzia ch*”, to spróbuje pokusić się o w miarę chłodną i rzeczową jednostkową ocenę polskiej drużyny, choć nie zabraknie też emocjonalnych akcentów.
W polskim zespole ujęli mnie POZYTYWNIE:
Król Artur Boruc
Po tym, co wyprawiał na boisku, inaczej go nazwać nie można. “Holie Goalie” wyciągał niepowtarzalne sytuacje. Gdyby nie on, juz po kilkunastu minutach mogło być 0:3. Tak naprawdę przez pierwsze pół godziny Austria grała przeciwko… Borucowi. Mam nadzieję, że jego świetne parady widzieli menedżerowie największych klubów świata, bo nasz Artur naprawdę zasługuje na coś lepszego niż Celtic, bo po prostu przerasta go już poziomem. Nie wiem, czy genialne obrony Boruca to efekt euforii z powodu pojawienia się na świecie potomka, czy po prostu świetny dzień, ale szczerze powiedziawszy niewiele mnie to interesuje. Wystarczy popatrzeć na wyczyny, które znamionują światową klasę:
Roger Guerreiro
Można powiedzieć, że na tle naszych zawodników wypadł jak Ronaldinho wśród Brazylijczyków za najlepszych lat. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, karnację, mógłby nawet uchodzić za bardzo opalonego Polaka. Jednakowoż, jeśli weźmiemy już pod uwagę jego poziom techniczny, jasnym staje sie bezzasadność jakichkolwiek porównań do poziomu polskich zawodników. Po pierwsze: jest bardzo dobrym dryblerem, potrafi zastawić się i utrzymać przy piłce. Po drugie: furorę robiły jego superdokładne podania wprost pod nogi kolegów. Po trzecie: nie dość, że pokazał różne “cudeńka” piętą, to jeszcze imponował ambicją i wolą walki, czego naszym w pierwszej połowie ewidentnie brakowało.
Marek Saganowski
Napastnicy reprezentacji Polski, chociaż i tak było ich nie za wielu, wykruszają się z dziwną prawidłowością. Na skutek tego “Sagan” zagrał już od pierwszej minuty, mimo że w tym roku z powodu kontuzji grał mało i ostatnio rewelacyjnej formy nie pokazywał. Tutaj może też nie było rewelacyjnie, ale to po jego podaniu Roger zdobył gola. Poza tym, szczególnie w drugiej połowie, dużo walczył, podawał, był ruchliwy.
Na MINUS zasłużyli:
Mariusz Jop
Napiszę tylko tyle: nie wiem, skąd się chłop urwał, ale chyba z jakiejś bożonarodzeniowej choinki, bo nie wyglądał na kogoś, kto wie, jak się gra na pozycji stopera. Zresztą nie tylko on, ale i cała defensywa grała przez pierwsze 30 minut koszmarnie.
Jacek Krzynówek
Był piłkarzem, który nie tylko mnie, ale i większość moich znajomych doprowadzał momentami do szewskiej pasji. Nieważne w jakiej odległości był od bramki, nieważne, że można było odegrać piłkę do lepiej ustawionego partnera… Ważne, żeby strzelić! Jak, gdzie i po co, nie wiadomo… “Krzyniu” wyglądał trochę na chłopca, który jeszcze “niewystrzelany”, kiedy ma piłkę, to juz jej nie oddaje, a holuje, póki nie odda strzału… W tym przypadku najczęsciej w trybuny, czy też, jak by powiedział Jacek Gmoch – do gołębi.
Euzebiusz Smolarek
Zawiódł już w drugim meczu, chociaż i tak w tym był trochę lepszy niż z Niemcami. Przez pierwsze pół godziny zastanawiałam się nawet, czy w ogóle Ebi jest na boisku. Po przerwie było trochę lepiej, ale to i tak nie był “ten” Ebi. Co tu dużo mówić, przy rosłych i silnych Austriakach wyglądał kiepsko fizycznie – bardziej na wątłą trzcinę niż na piłkarza.
***
Jeśli chodzi zaś o mecz i karnego, to cóż więcej mogę dodać ponad to, co wyrzucił z siebie Majlosz. Po 93. minutach bezsilność mieszała się z wściekłością, żalem, poczuciem niesprawiedliwości i Bóg wie czym jeszcze. Po raz kolejny mam wrażenie, nie ja to WIEM, że zrobili nas, Polaków w balona. A co na ten temat sami zawodnicy? Najdosadniej wyraził się Mariusz Lewandowski:
- To jest K… jakiś skandal. Zawodnik potknął się o własne nogi. Powinien dostać kartkę za symulowanie. Tyle się przed mistrzostwami o tych kartkach mówiło. To ja się pytam, gdzie są te kartki? Ja ich nie widzę. Ciężko mi myśleć po tym meczu, tak bardzo jestem wkurwiony. Inaczej by było, gdybyśmy to przegrali jakoś normalnie, po stracie bramki w prawidłowy sposób.
Paweł Golański też mówi: Czuję się oszukany jako piłkarz i Polak. Bąk zaś: Nie mam słów. A Anglii takich karnych ten pan pewnie nigdy by nie gwizdnął. W ostatniej chwili opanowałem nerwy, bo mało brakowało, a złapałbym tego gościa za gardło. Jeden człowiek decyduje o naszym wysiłku, poświęceniu… Marnuje to. Marek Saganowski ocenił krótko a treściwie: O arbitrze powiem jedno: gdyby pan Webb podyktował taką jedenastkę w Premier League, odpocząłby od sędziowania przez parę miesięcy.
Przez zawodników przemawia rozgoryczenie i nic dziwnego! Ale i Leo Beenhakker spokojny nie był:
Jestem w tym biznesie od 43 lat. Wiele widziałem, nigdy nie miałem problemów z sędziami. Ale tego co zdarzyło się dziś nie rozumiem. Wy mi to wyjaśnijcie. Brak mi słów nie rozumiem tego co się stało. Cała sytuacja jest faktycznie niesamowita. Komu zależało na tym, byśmy odpadli. Do takich starć dochodzi praktycznie w każdym meczu i nie dyktuje się karnych. Oglądałem dziesiątki takich sytuacji i nie widziałem, żeby ktokolwiek dyktował nawet za to faul. Dlatego dziwię się, że coś takiego się stało.
Mnie na usta po decyzji o karnym cisnęło się tylko pytanie: dlaczego???!!! … i stek przekleństw, ale tego może juz nie będę przytaczać ;)
Całość można podsumować hasłem: Austriakom gratulujemy sędziego, Polakom – Rogera.
(Kinia)





