Celtowie, po spektakularnych transferach na początku sezonu, mieli być drużyną która z ogromną łatwością przejdzie przez sezon zasadniczy, znokautuje wszystkich w playoff i zwróci po latach tytuł Bostonowi. Pierwszą część tego planu zrealizowali, ale co do drugiej, są duże wątpliwości…
Na temat Boston Celtics napisałem już jeden artykuł, przeczytacie go TUTAJ. Potwierdza on jedynie, że w sezonie zasadnym ekipa prowadzona przez Doca Riversa była nie do pokonania. Jednak sezon zasadniczy się skończył, trwają playoff i póki co, ekipa z Bostonu, wielokrotnie obwoływana zdecydowanym faworytem, grupą wiecznie niespełnionych gwiazd, które zrobią wszystko, bo tytuł zdobyć, kompromituje się, wygrywając serię z Atlantą dopiero w meczu nr 7.
Można powiedzieć: ok, wypadek przy pracy. Po zakończeniu sezonu z najlepszym bilansem w lidze, mogli podejść do pierwszej rundy mało skoncentrowani. Ale w kolejnej rundzie na Celtów czekał LeBron James, który, podobnie jak Hawks, bardzo napsuł krwi podopiecznym Riversa.
Kilka faktów z meczów Bostonu:
- w tegorocznych playoff nie wygrali jeszcze żadnego meczu wyjazdowego. Do tej pory żadna drużyna, która nie wygrała meczu na wyjeździe, nie zdobyła mistrzostwa.
- z Wielkiej Trójki formę z sezonu zasadniczego utrzymał tylko Paul Pierce, który praktycznie wygrał Celtom mecz nr 7 przeciwko Cleveland. Pierce dwoił się i troił, krył LeBrona, rzucił 39 punktów, zebrał 4 piłki i miał 5 asyst. Wszystko przy świetnej skuteczności (13 z 23, 4 z 6 za 3 pkt). Tymczasem zawiódł nie tylko Kevin Garnett, który nie potrafił wziąć na swoje barki odpowiedzialności za zespół (a w ostatnim meczu wszystkie swoje siły poświęcił na grę w obronie, przez co w ofensywie nie istniał). Zawiódł Ray Allen, jeden z najlepszych graczy Meczu Gwiazd. W Game 7 był statystą.
- Doc Rivers do najlepszych coachów nie należy. I potwierdzał to już w tegorocznych playoff wielokrotnie. Niemniej nalezy chylić czoła przed jego decyzjami w IV kwarcie meczu – wystawienie weterana, PJ Browna, który nie dość że rzucił 2 ważniejsze punkty w całym meczu, to jeszcze potrafił zebrać piłkę w kluczowych momentach.

- Boston ma problem. Boston potrzebuje mocnego kopniaka w cztery litery, w innym wypadku doświadczeni Pistons, którzy w Finale Konferencji grają po raz 6 z rzędu (!!!), przejadą po Celtach jak dobra kosiarka po trawniku, kolejny raz niszcząc marzenia niespełnionego Garnetta, Allena i Pierce’a.
Zwłaszcza, że to co do tej pory Celtics w playoff pokazują, na Detroit na pewno nie wystarczy. A i home court advantage może ekipie z Bostonu nie pomóc.
(Majlosz)



