Od momentu odejścia Jose Murinho i przyjścia w jego miejsce Avrama Granta, zarówno kibice innych drużyn jak i samej Chelsea śmieją się z nowego trenera i stukają w głowę patrząc wymownie w kierunku Romana.
Jednak to właśnie “Pan Nikt” osiągnął z The Blues Finał Ligi Mistrzów, co się Murinho nie udało.
Tegoroczny sezon w Premier League był, tradycyjnie już, niezwykle emocjonujący i zacięty. Najpierw byliśmy świadkami niesamowitej eksplozji talentów w Arsenalu, który po kolei rozprawiał się z przeciwnikami w pięknym stylu. “Dzieci wygrywają z dorosłymi”, “Przedszkole Wengera najlepsze w Anglii” – mniej więcej takie tytuły można było ujrzeć na pierwszych stronach wszystkich magazynów sportowych w Wielkiej Brytanii.
Za Arsenalem konsekwentnie dreptał Manchester United, o którym było znacznie ciszej, ale który również zachwycał stylem. Sprowadzeni na Old Trafford w przerwie letniej Anderson, Nani oraz Hargreaves szybko wkomponowali się w zespół Alexa Fergusona i nie tracili dystansu do lidera z Londynu. Podobnie zresztą jak Chelsea, prowadzona jeszcze na początku sezonu przez Jose Murinho.
Liverpool, tradycyjnie już, skupiony na Lidze Mistrzów (i mający tam całkiem spore problemy zresztą), kroczył gdzieś za drużynami z top4, gdzie, o dziwo, przez pewien czas znajdował się również Manchester City.
Lecz pewnego pięknego dnia ziemia zatrzęsła się, biorąc ze sobą Jose Murinho. Roman Abramowicz nie wytrzymał niezależności portugalskiego szkoleniowca i odesłał go ze Stamford Bridge zastępując swoim dobrym znajomym, Avramem Grantem.
Izraelski szkoleniowiec debiutował w spotkaniu przeciwko Manchesterowi United, w którym jego zespół przegrał 0:2.

Abstrahując od Ligi Mistrzów, która jest specyficzna i w której gra się zupełnie inaczej aniżeli w Premier League, liga angielska stała się bardzo dziwna po stracie Murinho. Medialna, nie schodząca z pierwszych stron gazet Chelsea Londyn, nagle stała się drużyną-widmo. Pamiętacie zeszłoroczną walkę między Czerwonymi Diabłami a The Blues? I słynne drogie butelki wina, jakie sprawiali sobie nawzajem Ferguson i Murinho? I wszelkie docinki z obydwu stron, złośliwe, a jednak pełne sympatii i uznania dla drugiego szkoleniowca? Wtedy Chelsea z pierwszych stron gazet nie schodziła. Cała Anglia wiedziała, ile punktów straty mają The Blues do liderującego Manchesteru i cała Anglia tą batalią żyła.
Tymczasem w tym sezonie, po objęciu Chelsea Londyn przez Avrama Granta i chwilowej burzy na temat marności izraelskiego trenera, przepływ informacji na temat tej drużyny zmienił się z rwącej rzeki w mały górski potok. Przez długi czas nikt nie odnotowywał faktu, że zespół Granta, choć nie bierze bezpośredniego udziału w batalii między United a Arsenalem, kroczy za nimi, konsekwentnie zbierając punkty i zbliżając się do lidera.
Aż pewnego dnia, gdy Arsenal zremisował kolejny mecz, okazało się, że nie ma on już praktycznie szans na mistrzostwo, bo oto nagle traci kilka punktów do Chelsea, która zjawiła się z nikąd i rozpoczęła walkę z Manchesterem!
Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie dotyczące szkoleniowców The Blues. W talent Murinho nie wątpi nikt. Można go kochać, można nienawidzić, ale wszyscy go doceniają. Gdy stracił pracę, wszyscy stukali się w głowę patrząc na Romana Abramowicza i wyśmiewali niedoświadczonego, w porównaniu z Portugalczykiem, trenera z Izraela. Mało tego, z Avrama Granta śmiali się nie tylko kibice i dziennikarze. Szydzili z niego nawet zawodnicy Chelsea, nazywając Average Grantem.
Jednak mimo tych wszystkich uwag pod swoim adresem, “Pan Nikt” potrafił zarówno walczyć do ostatniej koleji o Mistrzostwo Anglii, jak i osiągnął w Lidze Mistrzów z Chelsea to, czego nie potrafił The Special One – dotarł do samego finału.
(Majlosz)



