Jest ich dwóch. Pierwszy z nich jest bezczelny i narwany. Drugi ambitny i znający swoją wartość. Obydwaj należą do ludzi o bardzo mocnym charakterze i silnej psychice. Który z nich wygra batalię o numer 1 na koszulce?
Bramkarze, to od kilku już lat, najlepszy towar eksportowy naszego zacofanego piłkarsko kraju. Największy rozgłos zdobył oczywiście Jerzy Dudek, wygrywając Liverpoolowi finał Ligi Mistrzów, ale, o dziwo, po wzniesieniu się na sam szczyt, spadł z niego bardzo boleśnie, by ostatecznie zatrudnić się jako zmiennik niezmienialnego Ikera Casillasa w Realu Madryt.
Jednak Dudek i inni utalentowani Polacy grający z numerem 1, zauważani byli nieco wcześniej. Przypomnieć warto choćby fakt, że Dudek nie trafił do Liverpoolu prosto z Polski, wcześniej bowiem przez 4 sezony pracował nad swoją marką w holenderskim Feyenoordzie Roterdam. A już na rok przed jego odejściem do The Reds, Tomasz Kuszczak rozpoczął swoją karierę jako zawodnik Herthy Berlin.
Losy Jerzego Dudka są znane nam wszystkim i, choć Jurek trafił z zespołu znakomitego, do klubu z najwyższej półki, nie jest to okres w jego karierze, o którym z dumą będzie pewnego dnia opowiadał swym wnukom. O wiele ciekawiej rysuje się kariera Tomka Kuszczaka, który z Herthy zostaje sprzedany w roku 2004 do West Bromwich Albion.
Tomek trafił do zespołu słabego, którego defensywa często pozwalała Polakowi na wykazanie się i zaprezentowanie swoich niebywałych umiejętności. Szansę młody Kuszczak wykorzystał w stu procentach.
Ta interwencja została okrzyknięta najpiękniejszą bramkarską paradą sezonu. I chyba zgodzicie się, że w pełni zasłużenie. Ukoronowaniem gry Tomka było najpierw wypożyczenie, a następnie wykupienie jego kontraktu przez Manchester United.
Rok wcześniej jednak, karierę na zachodzie rozpoczyna kolejny Polak. Celtic Glasgow decyduje się na transfer Artura Boruca, utalentowanego golkipera Legii Warszawa, który już po kilku meczach staje się numerem jeden w bramce zespołu prowadzonego przez Gordona Strahana. Dzisiaj Boruc jest w Glasgow bohaterem, którego kibice Celticu kochają zarówno za dobrą grę, jak i za złośliwość wobec największego rywala – Glasgow Rangers.
A jakby tego było mało, w roku 2007 do Londynu jako nowy nabytek Arsenalu, również z Warszawy, wylatuje Łukasz Fabiański.
Tyle tytułem wstępu. Teraz czas przyjrzeć się dwóm najlepszym golkiperom w kadrze, którzy rywalizować będą ze sobą o miejsce w bramce na stadionach w Austrii i Szwajcarii, a także kiedyś (być może), w Polsce i na Ukrainie. Leo Beehnakker ma z pewnością trudny orzech do zgryzienia, bowiem zarówno Artur Boruc jak i Tomasz Kuszczak, posiadają duże umiejętności, mocną psychikę no i obydwaj grają w bardzo dobrych klubach europejskich. Młody jeszcze Fabiański poczeka na swoją szansę, choć nie mam wątpliwości, że to kiedyś on właśnie stanie między słupkami reprezentacyjnej bramki.
Aktualnie jednak to właśnie między golkiperami Celticu i Manchesteru, holenderski szkoleniowiec będzie musiał wybierać i od tej decyzji może zależeć bardzo wiele. W związku z tym, pokusiłem się o małe porównanie naszych bramkarzy, zarówno w kategoriach stricte z rzemiosłem bramkarskim związanych, jak i trochę od niego oddalonych.
- Gra w przedpolu
Wydaje się, że lepszy jest nieco Artur Boruc – potrafi wyjść , nie boi się, jego intererwncje na przedpolu są pewne. Kuszczak na przedpolu jest spięty, jakby trochę nerwowy. Punkt dla Boruca.
- Gra nogami
Zarówno Boruc jak i Kuszczak grają na Wyspach, a tam jest to szalenie ważny element gry. Obydwaj prezentują pod tym względem bardzo wysoki poziom, choć nieraz mówiło się, że golkiper Celticu potrafi zagrać nogami lepiej, niż niejeden gracz z pola. Punkt dla Boruca.
- Refleks
Stawiam na Kuszczaka – lepszy, lepiej czuje się na linii. Tomek dzięki refleksowi i szybkosci reakcji nieraz wyciągał potwornie trudne piłki, choćby interewencja roku w Premiership. U Boruca to szwankuje jednak, dochodzi do tego brak koncetracji i czasami za duży luz u Artura. Punkt dla Kuszczaka.
- Gra w powietrzu
Remis ze wskazaniem na Boruca – obaj to Wyspiarze – muszą tam grać dobrze w powietrzu. Boruc to wielki facet, jest silny fizycznie, wyglądem budzi respekt. Kuszczak jest szczupleszy, jest bardziej narażony na poturbowanie w walce o górną piłkę, choć nie ulega wątpliwości że z każdym meczem radzi sobie coraz lepiej. Punkt dla Boruca.
- Gra na linii
Choć Artur Boruc pod tym względem był zawsze świetny, to jednak dzięki refleksowi i zwinności, przewagę ma Kuszczak. Boruc ma tendencję do zaspania na linii bramkowej, vide ostatni mecz przeciwko reprezentacji USA. Punkt dla Kuszczaka
Choć powyższa analiza nie jest w 100% miarodajna i nie bierze pod uwagi formy opisywanych bramkarzy w danym dniu, to jednak w jakimś stopniu przybliża nam ich umiejętności i możliwości, jakimi dysponują w polu karnym. Oczywiście opinie umieszczone powyżej są opiniami subiektywnymi i nie każdy musi się z nimi zgadzać.
Jak widać po powyższym porównaniu, Artur Boruc wygrywa w bezpośrednim starciu w Tomaszem Kuszczakiem. Ale jest jeszcze jeden aspekt, który wbrew pozorom jest bardzo istotny: psychika.
Nie jest tajemnicą, że wyżej wymienieni bramkarze psychikę mają bardzo mocną, choć różnią się znacznie ukazywaniem jej siły. Podczas gdy Tomek Kuszczak, tuż po otrzymaniu informacji od Alexa Fergusona, że dzisiaj on wychodzi na murawę jako “jedynka”, zaciska mocno zęby i robi wszystko by jego interwencje były jak najpewniejsze, Artur Boruc czyni przed trybunami wypełnionymi po brzegi kibicami Rangersów znak krzyża, a już po chwili dyryguje całą defensywą, ściskając w razie potrzeby nieskoncentrowanych kolegów za gardło.
Dzięki owej mocnej psychice, obydwaj są bardzo cenieni i grają w znakomitych klubach (choć farsą byłoby porównywanie niezorganizowanego i chaotycznego Celticu, do idealnie nastrojonego mechanizmu z Manchesteru). Warto przypomnieć, że gdyby nie silny charakter Kuszczaka, kariera obecnego zmiennika Van Der Saara zakończyłaby się definitywnie po meczu z Kolumbią.
Silny charakter Artura Boruca, pozwolił mu w bardzo krótkim czasie stać się ulubieńcem trenera i kibiców Celticu Glasgow. Bezkompromisowy, nieugięty, a co najważniejszy, rewelacyjnie kierujący defensywą swojego zespołu Boruc, na zawsze wpisał się do kart historii klubu z Glasgow i pozostanie w sercach kibiców bez względu na to, czy zdecyduje się być golkiperem The Boys do końca swojej kariery, czy też zmieni klub po zakończeniu sezonu.
I nikt Borucowi nie wyrzuci, że między innymi przez niego, Celtic obecny sezon w lidze szkockiej zakończy na miejscu drugim, tuż za znienawidzonym rywalem z Ibrox Park. Bo Artur ma jeden wielki mankament, o którym mówiło się wiele i prędko tej łatki z siebie nie zedrze: kompletny brak motywacji w meczach ze słabeuszami z końcówki tabeli Scottish Premier League. W tym momencie fani Artura podniosą swoje głosy mówiące o jakże małym znaczeniu tych meczów i o fantastycznych paradach w meczach o duże stawki. Nie sposób się nie zgodzić, pamiętając zwłaszcza mecze Boruca z Milanem (bo ciężko powiedzieć, by ktokolwiek inny z The Boys był zaangażowany równie mocno w grę przeciwko Włochom), czy też niezłe interwencje z tegorocznych potyczek z Barceloną.
Ale nawet najbardziej zaślepieni Borucem fani nie zaprzeczą, że Artur z “każdomeczową” motywacją swojego kolegi z Manchesteru, byłby golkiperem o klasę lepszym.
Tomasz Kuszczak pozycji w Manchesterze mocnej nie ma. Edwin Van Der Saar, mimo wieku, bramkarzem jest wybitnym, a Polak na plecach czuje już oddech Bena Fostera, wielkiej bramkarskiej nadziei Wyspiarzy. Ponadto, warto również zaznaczyć bezkompromisowość Alexa Fergussona, który na błędy swoich piłkarzy jest uczulony niczym alergik na wiosenne pyłki, co udowodnił pozbywając się perspektywicznego Tima Howarda po jednym zaledwie (choć dosyć znaczącym) błędzie w meczu Ligi Mistrzów przeciwko FC Porto, w roku 2004.
Kuszczak zatem na każdy kolejny mecz wychodzi zdając sobie w pełni sprawę z tego, że może to być jego ostatni występ. Jeden błąd przekreśla jego karierę jako Czerwonego Diabła, co, biorąc pod uwagę utożsamienie się Polaka z Manchesterem United, byłoby wielkim ciosem prosto w jego “diabelskie” już serce.
Tymczasem Tomek, grając z takim obciążeniem psychicznym, daje z siebie sto procent, przy pełnej koncentracji i zdeterminowaniu. Każdy występ jest jego meczem o wszystko. I – co najważniejsze – do tej pory za każdym razem schodził z murawy jako zwycięzca.
Warto byłoby, wobec tego wszystkiego co napisałem powyżej, zadać sobie pytanie: który bramkarz jest dla zespołu darem cenniejszym (nie tylko w perspektywnie nadchodzących meczów na Euro): taki, który – mimo wielkich umiejętności – potrafi je zaprezentować tylko w meczach o stawkę, czy też taki, który – przy umiejętnościach dużych i stale rosnących – każdy mecz traktuje w pełni poważnie, zachowując koncentrację od minuty pierwszej, do ostatniego gwizdka.
A pamiętajmy, że poza meczami o stawkę podczas Euro, czekają nas eliminacje do mistrzostw świata, podczas których przyjdzie nam grać z takimi futbolowymi potęgami jak Słowacja, Słowenia czy San Marino. Oby tylko Artur Boruc nie pomylił ich z Gretną, Falkirk lub St. Mirren.
(Majlosz)
PS. Bardzo dziękuję za merytoryczną pomoc Rafałowi Młyńskiemu, który dzięki swojemu doświadczeniu odegrał w tym artykule ważną rolę eksperta w dziedzinie bramkarskich umiejętności.






chciałam coś dodać do Twojego rankingu…
kryterium estetyczne:
->punkt dla Boruca. ładny z niego chłopiec, ma zgrabne pośladki i miły dla kobiecego oka sposób chodzenia… ;]
PS: wg mnie na Euro powinien zagrać (i pewnie zagra) Boruc. sam napisałeś, że świetnie spisuje się w meczach o dużą stawkę – a takim przecież będzie każde spotkanie na Euro. myślę, że nie zawiedzie.
“->punkt dla Boruca. ładny z niego chłopiec, ma zgrabne pośladki i miły dla kobiecego oka sposób chodzenia… ;]”
Nie czułem się kompetentną osobą, aby pisać o tym kryterium :d
/EDIT
Pozwoliłem sobie nieco zedytować artykuł, bowiem faktycznie, nie podkreśliłem, że artykuł nie był napisany tylko pod wpływem niedawnego ogłoszenia kadry na Euro i w kontekście mistrzostw Europy.
Majloszu,
od tego typu informacji eksperckich macie dobrego-duszka-bloga, czyli mnie ;]