Publiczne kajanie się prezesa LIstkiewicza i nazwanie PZPN-u burdelem… to chyba najciekawsze wydarzenia zjazdu władz piłkarskich, który miał przecież tyle zmienić… Konkretnych decyzji brak, za to “leśne ludki”, sądząc po zdjęciach w gazetach, nieźle sobie podjadły. No cóż, może zbierały siły na kolejny zjazd (11 maja), bo ten został zawieszony z powodu nieprzygotowania stosownego dokumentu. Absurd? NIe, raczej polska rzeczywistość..
Wiem, na ten temat zostało już napisane i powiedziane bardzo wiele.. Może nawet zbyt wiele, bo jak na razie dużo się mówi, a niewiele robi! Ale ponieważ poziom mojego wkurzenia jest dość znaczny, szczególnie po ostatnich wydarzeniach, także pozwolę sobie dać upust swym emocjom.
Chociaż wiele osób broni Listkiewicza i z jego przeprosin zrobiło wielkie “halo”, to mnie jednak argumenty w stylu: “nie wiedziałem, przerosło nas, przepraszam, ale to właściwie nie nasza wina, a co my właściwie mogliśmy zrobić, nie zdawaliśmy sobie sprawy itp. itd.” totalnie mnie nie przekonują! Jeśli prezes PZPN-u mówi, że nie wiedział nic o tak dużej skali korupcji w polskiej piłce, znaczy to, że: a) jest totalnym imbecylem i nawet, gdy ktoś zrobi mu g..wno na środku głowy, on nie będzie o tym wiedział; b) zaniedbuje swoje obowiązki więcej przebywając poza granicami kraju, więc jak i skąd ma znać polską piłkę, jeśli prawie codziennie swojską jajecznicę zamienia zapewne na kawior na europejskich salonach; c) chyba najgorsze… o wszytskim doskonale wiedział, tylko po prostu się nie wychylał, podobnie jak i całe środowisko.
Zawsze mnie zastanawia, jak ten Listkiewicz to robi, że niby wszyscy na niego narzekają, że taki, że siaki, że do dymisji, bo winien, bo nie panuje nad niczym… Tyle tylko, że gdy przychodzi co do czego, Listkiewicz jak rządził, tak rządzi. Nagle staje staje się nieomal świętym, a jego odwaga na mównicy podcza zjazdu to pewnie prawie męczeństwo. Zresztą Listkiewicz sam (ach, jakże skromnie) mówi, że właściwie to on jest głównym architektem sukcesu organizowania przez Polskę i Ukrainę Euro 2012 i gdyby odszedł wcześniej, na pewno nie udałoby się tego wywalczyć, więc jakby siłą rzeczy, dla dobra sprawy, dla dobra polskiej piłki, ach tak się poświęcił chłop, że został na stanowisku, wyrządzając wszystkim niewymowną wręcz… nie, nie krzywdę – przyjemność! To nic, że wcześniej zapowiadał, gdyby tak policzyć wszystkie deklaracje, już pewnie z dziesięć razy, że WŁAŚNIE na TYM zjeździe poda sie do dymisji. Kolejne zjazdy mijały, mijają, a LIstkiewicz jak rządził swoją Listkolandią, tak rządzi. Właściwie to wszyscy usiłują nam wmówić, że PZPN bez Listkiewicza, to jak ksiądz bez sułtanny. Czy my naprawdę, a wraz z nami polska piłka, nie przeżyjemy bez naszego salonowego, platynowowłosego Michała???
NIe chcę zwalać broń Boże całej winy na Listkiewicza, ale naprawdę śmieszy mnie to ciągłe robienie z niego człowieka sukcesu, lwa salonowego i w ogóle naszego kochanego wujka z tym dobrotliwym uśmiechem (a fe!) pod nosem. I jednocześnie dziwi mnie, że osoby inteligentne w polskim futbolu (a są takie, są, chociaż to gatunek na wymiarciu) też koniec końców zawsze bronią naszego prezesa. Nie wiem, nigdy go nie spotkałam, być może powoduje to niesamowity urok osobisty, emanujący od niego, a byc może coś innego… W każdym razie, według mnie ktoś, kto zawiaduje piłkarską centralą musi brać za nią też odpowiedzialność! Skoro jest uczciwy, to dlaczego firmuje swoim nazwiskiem to bagno? A skoro nie jest, no to wszystko jasne… Ciągle tylko obiecanki-cacanki, że on już, tuż-tuż zrezygnuje. I co? I NIC! Dalej to samo. Korupcja jak była tak jest, pomysłu jak z nią wygrać, jak nie było, tak nie ma… ale za to LIstkiewicz jest! Rzeczywiście można nazwać go właściwie opoką na której zasadza się PZPN. I naprawdę przestałam już wierzyć, że Listkiewicz kiedyś opuści swój “leśnoludzikowy” (posługując się terminologią Tomaszewskiego), wygodny fotelik… TYlko kiedy my, kibice, będziemy mogli usiąść w naszym wygodnym foteliku, oglądając mecze ekstraklasy i mieć pewność, że oglądamy walkę w duchu fair play, a nie zmagania w konkursie: kto da więcej sędziemu…
(KInia)



