Łukasz Kruczek ma 28 marca zostać ogłoszony trenerem kadry polskich skoczków. W przyszłorocznym Pucharze Świata będzie najmłodszym pośród całej “rodziny trenerskiej”. To prawie rewolucja w polskich skokach, biorąc pod uwagę, że dopiero co podziękowano za współpracę Hannu Lepistoe, który od Kruczka jest starszy o, bagatela, 30 lat! Czy eksperyment typu: Tajner, Kruczek plus zespół specjalistów to nie zbyt wielkie ryzyko dwa lata przed olimpiadą?
Po “erze Polo Tajnera” w polskich skokach nastała era szkoleniowców zagranicznych: najpierw był wszechwiedzący i wybuchowy Kuttin, po nim zaś dobrotliwy “dziadziu” Lepistoe. Kiedy wszyscy mysleli, że ten trend zostanie podtrzymany, prezes PZN, Apoloniusz Tajner, wyciął nam wszystkim “brzydki numer” – postanowił dać szansę mało jeszcze doświadczonemu trenersko Łukaszowi Kruczkowi, który dotąd był tylko asystentem w kadrze. Decyzją tą był mocno zdziwiony zresztą sam Lepistoe, który, choć ceni Kruczka, to jednak uważa, że na samodzielne prowadzenie kadry jest jednak trochę za wcześnie. Generalnie pomysł na uzdrowienie polskich skoków jest taki: Tajner bierze pełną odpowiedzialność za dwa lata przygotowań do igrzysk w Vancouver i jest jakby nadtrenerem, Kruczek jest trenerem wykonawczym, prowadzi treningi, ale decyzje konsultuje ze związkiem, oprócz tego działa zespół złożony ze specjalistów “różnej maści” fizjolog jerzy Żołądź, psycholog Kamil Wódka, biomechanik Piotr Krężałek, serwismen Michał Maciuszek i lekarz Alekasander Winiarski. Brzmi ambitnie i profesjonalnie, poza tym zespół fachowców spradził sie już, gdy Małysz odnosił wielkie sukcesy za czasów trójcy: tajner, Blecharz, Żołądź. czy jest nadzieja, by o tym razem było podobnie?
Śmiem twierdzić, że będzie to bardzo trudne do osiągnięcia. W swym poprzednim wpisie o skokach pisałam, że dwa lata przed olimpiadą to jeszcze dobry czas na zmiane trenera i w ogóle zmiany w przygotowaniach. Pisząc to, miałam jednak raczej na mysli zagranicznego szkoleniowca i po prostu przystosowanie do jego metod szkoleniowych i wdrożenie ich. Jednak w przypadku tak młodego szkoleniowca, jakim ma byc Kruczek, sytuacja diametralnie się zmienia. Dwa lata przed Vancouver to nie znów taki szmat czasu i nie wiem czy jest miejsce na aż takie ryzyko i eksperymenty. Bo że jest to ryzyko i to duże, to chyba nikt nie zaprzeczy, obojętnie czy swoim nazwiskiem firmuje to Tajner, Szturc czy sam prezydent. Znamienne jest zresztą to, w jaki sposób wypowiadał sie Adam Małysz jeszcze niedawno o kandydaturze Kruczka na trenera: - Łukasz Kruczek? Chyba jeszcze za wcześnie, żeby został pierwszym szkoleniowcem. Może, jak ja skończę karierę.

Czy asystentura u boku dwóch szkoleniowców zagranicznych jest wystarczającym atutem, by powierzyć Kruczkowi kadrę, którą ma przygotowywać do olimpiady? Adam Małysz ma tam przecież zdobyć upragnione olimpijskie złoto, a Łukasz Kruczek mógłby byc przecież jego kolegą ze skoczni!… (zresztą do niedawna był…). jak to się więc stało, że Apoloniusz Tajner, osoba znająca skoki od podszewki – był w końcu trenerem i odnosił sukcesy z Małyszem- zdecydował się na takie pokerowe zagranie, rezygnując z pomysłu zatrudnienia obcokrajowca na rzecz niedoświadczonego Polaka? Potencjalnymi kandydatami byli przecież NIkunen, Schoedler, Horngacher… Tyle tylko, ze wobec braku odzewu i zainteresowania z polskiej strony dwaj pierwsi wybrali inne federacje, zaś Horngacher postawił warunek: Heinz Kuttin musi być jego asystentem, a że tego pana mamy w Polsce chyba serdecznie dość, więc i kandydatura Horngachera odpadła “samoczynnie”.
Jaki więc cel miał Tajner w takim wyborze? Wiele osób zarzucało mu, że chodzi tu o kierowanie polskimi skokami z “tylnego siedzenia’, on sam jednak konsekwentnie i stanowczo temu zaprzecza. Nie sposób oprzeć się jednak wrażeniu, że cos w tym jest… Skoro on sam jest doswiadczony, Kruczek jest niedoświadczony i na dodatek wszelkie decyzje ma konsultowac z nim, więc wygląda na to, że to Tajner jest Wielkim Kuglarzem, pociągającym za sznurki, kruczek zaś jest marionetką, kozłem ofiarnym, którego w razie porażki wystawi się na pożarcie. Z drugiej jednak strony tajner zapowiedział, że odpowiedzialność za przygotowania bierze na swoje barki. Co innego jednak odpowiedzialnośc za dopilnowanie przygotowan, a co innego odpowiedzialnosc za cykl przygotowawczy, nad czym bezposrednia pieczę będzie miał właśnie Kruczek.
Jakoś nie wygląda mi to wszystko dobrze. Tak sobie jednak myślę, że jedyne co pozostaje, to mieć nadzieję, że dużo dobrego wniesie zespół specjalistów, który się ukształtuje z bardzo ważna postacią, jaką dla polskich skoków był i zapewne jeszcze będzie Jerzy Żołądź. Co ważne z wielkim szacunkiem wypowiada się o nim nasz mistrz z Wisły i na pewno darzy go zaufaniem, co w sprawnie działającym organizmie, jakim jest ekipa nastawiona na osiągnięcie sukcesu, jest niezmiernie ważne, powiedziałabym nawet, że kluczowe. Siać czarnowidztwa nie chcę, zresztą jak zwykle wszytsko zweryfikuje życie, ale nie powiem też, że jestem spokojna o przyszłość małysza i polskich skoków. Ale może sie pomylę? Może prawdziwe okaże sie hasło: “Polak potrafi” i to wypowiedziane bez przymrużenia oka? kto wie…
(Kinia)



