
Jak zwykle nie mam pomysłu na wstęp… w związku z tym, oraz specjalnie dla Was, drodzy Czytelnicy, w tym tygodniu proponuję nową zabawę. Nazywa się ona: wstępu nie będzie :)
- Zacznę od razu z grubej rury. Manchester United odzyskuje fotel lidera w angielskiej Premier League! Po raz kolejny drużynę Czerwonych Diabłów ratuje Cristiano Ronaldo (o którym lada dzień będziecie mogli przeczytać osobny artykuł), który w 76 minucie mecz przeciwko Derby County, zdobył bramkę na wagę zwycięstwa.
Ważniejszą jednak, choć jednocześnie mniej radosną jest informacja o świetnym występie Bena Fostera, największego konkurenta Tomka Kuszczaka. Foster, zastępujący kontuzjowanego Van Der Saara i odsiadującego karę za czerwony kartonik sprzed tygodnia Kuszczaka, otrzymał od “Guardiana” najwyższą notę w zespole – 8. Był też po meczu chwalony przez trenera Derby, Paula Jewell’a: - Jak na pierwszy występ po roku przerwy Foster zagrał bajecznie. Anglia i Fabio Capello będą mieli z niego wielki pożytek przez lata.
Co jak co, ale pecha to ma nasz Kuszczak ogromnego. Parady Fostera możecie zobaczyć TUTAJ.
- Robert Kubica zostaje ogłoszony drugim największym pechowcem wśród polskich sportowców. Grand Prix Australii okazało się być morderczym wyścigiem dla ponad połowy uczestników. Z 20 startujących w nim bolidów, na metę dojechało zaledwie 7. Awarie techniczne i stłuczki – pod ich znakiem stał weekendowy wyścig w Melbourne.
A warto dodać, że po serii kwalifikacyjnej Kubica startował w drugiej pozycji (najwyższe miejsce startowe w jego dotychczasowej karierze).
Tym razem Polaka nie zawiodła skrzynia biegów, jak to miało najczęściej miejsce w poprzednim sezonie, ale jadący za nim Japończyk, Nakajima, który wjechał w bolid Kubicy.
- Nakajima po prostu zaspał i za późno wyhamował. Jechał zbyt szybko i po prostu wbił się we mnie – tłumaczył po wyścigu Kubica, który został wycofany z wyścigu ze względu na uszkodzone tylne zawieszenie.
TUTAJ możecie zobaczyć kolizję.
- Houston Rockets wygrywają po raz 22 z rzędu, bijąc rekord sprzed 37 lat! I to nie z byle kim – przeciwnikiem niedzielnym Rakiet była drużyna Lakers. Owszem, Jeziorowcy grali bez Gasola, bez Bynuma, ale w żaden sposób to nie umniejsza osiągnięcia. Prawdziwy test dla zespołu z Houston już we wtorek – mecz przeciwko Boston Celtics. I w tym wypadku stawiałbym jednak na Celtów. Biorąc pod uwagę, że każdy chciałby teraz przerwać taki winning streak, Garnett i spółka wyjdą na boisko wystarczająco zmotywowani. Oni wciąż mają wiele do udowodnienia.

- Niesamowity mecz odbył się w Denver, gdzie drużyna Nuggets wygrała z Supersonics 168:116. Jest to jeden z najwyższych wyników w historii NBA, zwłaszcza, że był to mecz bez dogrywek. Zespół z Denver osiągnął 4 najwyższy wynik w historii, gdzie na liście wciąż prowadzi Boston Celtics, z sezonu 1958/59, kiedy to odnieśli zwycięstwo nad Minneapolis Lakers zdobywając 173 punkty w ciągu 48 minut.
- Wiele osób pomyśli, że to błąd w druku. Wydaje się, że to niemożliwe zdobyć tyle punktów w jednym meczu. I to rzeczywiście wygląda nieprawdopodobnie. Nie ma słów – mówił po meczu skrzydłowy z Denver Kenyon Martin.
Warto zaznaczyć, że aż 8 zawodników Nuggets zdobyło ponad 10 punktów: Carmelo Anhtony (26), Allen Iverson (24), Martin (23), Chucky Atkins (19), J.R. Smith (19), Linas Kleiza (17), Marcus Camby (13), Yakhouba Diawara (11).
Jeszcze ciekawsze jest to, że Denver, z bilansem 40-26, na dzień dzisiejszy nie kwalifikuje się do playoff, podczas gdy grając na Wschodzie, zajmowaliby właśnie 4 miejsce.

- Mecz kolejki, pomiędzy Wisłą Kraków i Lechem Pozna, potwierdził jedynie że Wisła w tym sezonie, jeśli nie wybuchnie IV wojna światowa, mistrzostwo zdobędzie. I choć Lech swoją szansę miał (trafienie w słupek Kikuta), to Biała Gwiazda zagrała najlepszy mecz w rundzie wiosennej i na zwycięstwo zasłużyła. Bardzo dobry mecz zagrał w krakowskiej drużynie Wojtek Łobodziński, a kolejne trafienia zaliczyli Marek Zieńczuk i Paweł Brożek.
Lech Poznań przegrał swój pierwszy mecz na własnym stadionie od roku, kiedy to z Poznania, z trzema punktami wyjeżdżała drużyna Zagłębia Lubin.
– Wisła ma takich piłkarzy, że trudno się z nią gra. Każdy to indywidualność, każdy może wygrać mecz – oceniał Wisłę Kraków jeden z byłych jej trenerów, znany z ciętego języka i nieszablonowych komentarzy, Franciszek Smuda.

- Wczoraj, w godzinach popołudniowych, redaktor TrzyZero skręcił sobie nogę w kostce (druga taka kontuzja w ciągu ostatniego roku), dlatego też Czytelnicy będą musieli wybaczyć skrócone podsumowanie.
Wszelkie hasła podtrzymujące na duchu, życzenia powrotu do zdrowia i pełne troski peany możecie wysyłać na mojego maila, lub umieszczać w komentarzach do wpisu :)
(Majlosz)


