Za nami seria spotkań rewanżowych w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Rozpoczęło się od niespodzianek ale w jednym wszyscy muszą się ze mną zgodzić: emocji nie zabrakło.
Manchester United – Olympique Lyon 1:0 (1:1)
Czerwone Diabły najwyraźniej oszczędzają siły na ćwierćfinał, bowiem w dwumeczu z Lyon wykazali minimum wysiłku. Remis na wyjeździe sprawił że United potrzebowali zaledwie remisu na Old Trafford. Mecz rozstrzygnięty został w 41 minucie przez Cristiano Ronaldo, który zdobył swoją 30 bramkę w tym sezonie i 6 w Lidze Mistrzów. Lyon próbował, starał się, miał nawet okazje, jak choćby ta w drugiej połowie, gdy po strzale rezerwowego gracza Olympique, Keity, piłka trafiła w słupek. Nie ma co jednak rozważać szcześcia Manchesteru, zespołu w dwumeczu lepszego, kontrolującego przebieg gry.
Mecz bez historii.
Awans: Manchester United
Sevilla – Fenerbahce 3:2 (2:3)
Choć obydwie drużyny są znacznie mniej interesujące pod względem marketingowym, to właśnie ten dwumecz dostarczył kibicom największych emocji. W stolicy Turcji, po niesamowitym meczu, Fenerbace zdołało wygrać 3:2. W rewanżu większość kibiców (w tym i ja), stawiało jednak na drużynę z Hiszpanii.
Rozpoczęło się od dwóch błędów golkipera gości, Demirela. Ale pozostała część spektaklu należała już tylko do Fenerbace. Dwie bramki, doprowadzenie do rzutów karnych. Sevilla poczuła się ze swoim bramkarzem bardzo pewnie, zwłaszcza, że po fatalnych błędach Demirela z pierwszej połowy. Ale to właśnie Demirel, a nie Palop obronił 3 karne.
Awans: Fenerbahce
Milan – Arsenal 0:2 (0:0)
Kolejne ciekawe widowisko. Emeryci z Mediolanu, obrońcy trofeum w starciu z dziećmi prowadzonymi przez Arsene Wengera. Pierwszy mecz źle wróżył Kanonierom. Zaledwie bezbramkowy remis w starciu z jednym z najmocniejszych, najbardziej utytułowanych i doświadczonych zespołów świata. Ale gdy po pierwszej części gry na tablicy wyników wciąż widniały dwa zera, byłem niemal przekonany, że to właśnie Arsenal znajdzie się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Tak też się stało! Cesc Fabregas w 84 minucie i Adebayor w 90 minucie pokazali, że, parafrazując słowa Michała Pola z jego bloga, Liga Mistrzów to nie miejsce dla starych ludzi. Dzisiejsza piłka jest w pełni uzależniona od młodzieży.
Na San Siro w Mediolanie obejrzeliśmy piękne widowisko. Ale koniec końców, zapłakali Włosi.
Awans: Arsenal
FC Barcelona – Celtic Glasgow 1:0 (3:2)
Barcelona zapewniła sobie awans już dwa tygodnie temu i nikt, kto nazywa siebie realistą, nie może z tą tezą polemizować. Już na Celtic Park, Katalończycy zaprezentowali futbol ładniejszy i skuteczniejszy. Tylko i wyłącznie przez nieudolną grę obrony i Valdesa, Celtic zdobył dwie bramki.
W rewanżu liczyłem bardzo na Artura Boruca. To był mecz dla drużyny nieważny, oni wiedzieli, że z Barceloną nie wygrają. Ale Boruc miał szansę pokazania się w Europie, zaprezentowania swoich niebywałych możliwości. Prawie mu się to udało. Byłoby jeszcze piękniej, gdyby zachował czyste konto. – Powinienem był obronić strzał Xaviego. Pozostałe dobre interwencje się nie liczą, bo przegraliśmy i odpadliśmy z Ligi Mistrzów – mówił po meczu Polak.
Do Boruca jednak nikt chyba pretensji nie będzie miał. Zagrał bardzo dobrze, ale Barcelona jest po prostu o dwie klasy lepsza od Celticu.
Awans: FC Barcelona

W środę zagrały tylko trzy pary (Inter rozegra mecz z Liverpoolem za tydzień, z uwagi na fakt, że również Milan grał swój mecz rewanżowy na San Siro).
Chelsea – Olympiakos 3:0 (0:0)
Choć wynik meczu pierwszego wskazywałby na wyrównany poziom tych zespołów, to w rewanżu Chelsea pokazała, kto jest lepszy, nie dając Grekom najmniejszej szansy. Już w 5 minucie spotkania Nikopolidis wyjmował piłkę z siatki po świetnym strzale głową Ballacka. Później Olympiakos dobili Lampard i Kalou. Grecy mieli jedną dobrą okazję do zdobycia bramki, ale rezerwowy Belluschi trafił w poprzeczkę bramki pilnowanej przez Cudiciniego.
Mecz bez historii.
Awans: Chelsea
FC Porto – Schalke 1:0 (0:1)
Mistrz Portugalii, choć grał u siebie, choć stwarzał mnóstwo sytuacji, wykorzystał zaledwie jedną z nich. A przy tak skromnej zaliczce Schalke z pierwszego meczu, był to wręcz grzech. Tymczasem Niemcy byli jak najbardziej do pokonania, gdyby nie ostatnia przeszkoda, stojąca między słupkami bramki Schalke. Manuel Neuer. Piłkarze Porto oddali w kierunku Neuera ponad 20 strzałów, lecz 22-letni golkiper bronił jak natchniony. Skapitulował dopiero w 86 minucie, po uderzeniu Lisandro, dzięki któremu Porto doprowadziło do dogrywki.
Dogrywka nie przyniosła zmian w wyniku, przez co o awansie zadecydowały rzuty karne. I tu po raz kolejny bohaterem drużyny z Niemiec okazał się Neuer. Obronił dwa karne, a Schalke znalazło się w gronie ćwierćfinalistów.
Awans: Schalke 04
Real Madrid – AS Roma 1:2 (1:2)
119 milionów euro wydanych w tym sezonie na nowych piłkarzy, miało wreszcie zagwarantować Mistrzowi Hiszpanii awans do ćwierćfinału Champions League. Przez ostatnie cztery sezony Real odpadał w 1/8 finału, więc Bernd Schuster grał z nożem na gardle. A kibice, po pierwszym meczu z Romą, byli optymistami. W końcu to tylko jedna bramka. Z potencjałem Królewskich, nie powinno to stanowić większego problemu.
Niestety Hiszpanie przeliczyli się. Roma grała agresywnie i pewnie. Dwa razy od utraty gola, Casillasa (który notabene nie grał w najlepszej chyba formie), ratowała poprzeczka. W 70 minucie Pepe, za którego Real Madryt zapłacił latem 30 mln euro, wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę. Jakby tego było mało, w 72 minucie Taddei zdobył bramkę dla Romy.
Estadio Santiago Bernabeu milczało. Emocje na tym się nie skończyły, bowiem 60 sekund później Raul zdołał wyrównać (warto dodać, że z pozycji spalonej) i Real znów rzucił się do rozpaczliwego ataku. Ale to do Romy należało ostatnie słowo, gdy w doliczonym już czasie gry Vucinic pokonał Casillasa.
Awans: AS Roma

Za tydzień rozegrany zostanie ostatni mecz 1/8 finału Champions League, w którym na San Siro w Mediolanie zmierzą się jedenastki Interu i Liverpoolu.
W tej rundzie mamy dwóch wielkich przegranych. Real Madryt, klub który wydaje astronomiczne pieniądze na zawodników, zmienia co sezon trenera, a wciąż nie potrafi przeskoczyć pewnej bariery. A przecież z tym potencjałem klub powinien rządzić i dzielić w całej Europie.
Drugim wielkim przegranym jest naturalnie AC Milan. W końcu to obrońca trofeum. Mistrz świata. Drużyna, która powinna była wygrać mecz samym doświadczeniem. Ale czasami i to nie wystarcza. Każdemu przydaje się zimny prysznic, tym razem przyda się on Silvio Berlusconiemu i jego zespołowi – AC Dom Spokojnej Startości.
(Majlosz)




nieraz moja tęga głowa (ekhm…) rozmyślała głęboko i szeroko nad Realem Madryt. i moje wnioski sprowadzają się do mistyczno-nieprofesjonalnego stwierdzenia, że ta drużyna jest jakby… bez d u s z y ?
więc może Bozia Futbolowy (zasiada gdzieś taki na pewno na jakimś niebiańskim polu bramkowym;>) karze tę drużynę.
może to jedyne wytłumaczenie tej dziwnej rozbieżności między potencjałem Realu, a jego osiągnięciami ostatnimi czasy.
hm… może ktoś się ze mną nie zgadza? nie co do niebios futbolowych, ale co do d u s z y Realu. ma ją ta drużyna, czy nie? jest tu jakiś zabłąkany fan Królewskich? ;)