Ostatni weekend, przynamniej dla mnie, przeszedł bez większego echa. Ale muszę się usprawiedliwić, bowiem świętowanie urodzin to nie byle co!
Na domiar złego, ta druga, co ze mną bloguje (parafrazując słowa Darka Wołowskiego), byczy się teraz na nartach, przez co za stronę jestem odpowiedzialny tylko ja. Ja, zaznaczyć trzeba, w prezencie urodzinowym otrzymałem również chorobę, dlatego też dzisiejsze podsumowanie krótkie i rzeczowe.
- Orange Ekstraklasa w tym tygodniu pod znakiem Derbów Śląska. Co jak co, był to najładniejszy mecz rundy wiosennej, okraszony dodatkowo wspaniałym dopingiem, uwaga, czterdziestu tysięcy widzów!!! Ruch Chorzów pokonał Górnik Zabrze 3:2, a wszystko przy akompaniamencie wichury Orkan, która pustoszyła Europę przez cały weekend.
Wisła Kraków po kolejnym słabym meczu dosyć szczęśliwie wygrywa z Widzewem 1:0.
Legia Warszawa po kolejnym słabym meczu dosyć szczęśliwie wygrywa z ŁKS 2:1.
Prawda, że nuda?
- W Primera Division znów cuda. Tydzień temu Real stracił punkty, a Barcelona je zyskała, zmniejszając dystans do dwóch oczek. Teraz sytuacja się odwraca. Barcelona niespodziewanie ulega Atletico 2:4 i Królewscy znów mają 5 punktów przewagi. A miało być ciekawie.
Znacznie lepiej sytuacja wygląda na boisku, bowiem pojawił się promyk nadziei dla Ronaldinho. Pamiętacie słynną przewrotkę z meczu przeciwko Villareal? To dla przypomnienia:
Wczoraj trochę jednak w inny sposób, ale równie pięknie pokonuje bramkarza Atletico:
Prawda, że ładnie?
- Arsenal zdaje się powoli tracić oddech. Znów strata punktów, tym razem znacznie bardziej jednak szczęśliwa dla Kanonierów niż przed tygodniem. W doliczonym czasie gry wyrównującego gola zdobył Bendtner, dzięki czemu piłkarze z Londynu jeszcze są liderami Premier League.
Jeszcze, gdyż Manchester United impetu nie traci i po zeszłotygodniowym pogromie Newcastle, Czerwone Diabły rozbijają Fulham 3:0.
- Mógłbym napisać coś o Serie A, ale… ja po prostu włoskiej piłki nie lubię ;)
Jako ciekawostkę podam, że Inter w tej kolejce przegrał swój pierwszy mecz. Prawda, że interesujące?
- Bardzo ciekawie robi się w NBA, gdzie po ostatnich transferach (Gasol w LA, Shaq w Phoenix, Kidd w Dallas, Ben Wallace i Szczerbiak w Cleveland) nagle pojawiło się kilku kolejnych mocnych kandydatów do mistrzostwa.
Hitem weekendu był mecz Los Angeles Lakers kontra Dallas Mavericks, w którym dogrywka musiała zadecydować o zwycięstwie zespołu z Kalifornii. Lakersów do wygranej (108:104) poprowadził nie kto inny jak Kobe, który co prawda mecz rozpoczął fatalnie (3/10 rzutów z gry), by zakończyć go z 52 punktami na koncie, co jest oczywiście jego rekordem sezonu.
Dzień później Dallas uległo również ekipie Utah Jazz (116:110).

Niestety podsumowanie czas kończyć, usprawiedliwiam się chorobą i koniec kropka. Trzeba mi wybaczyć ;)
(Majlosz)



