Siatkarki, tenisistki, a nawet Andrzej Gołota. W tym tygodniu sportowcy dostarczyli nam niebywałych emocji.
- Agnieszka Radwańska w ćwierćfinale Australian Open! Jeszcze dwa dni temu ekscytowaliśmy się awansem dwóch tenisistek do 1/8 finału i choć jedna z nich odpadła, druga gra nadal. Marta Domachowska zmierzyła się z utytułowaną Venus Williams (8 miejsce w rankingu WTA). Mecz był, o dziwo, bardzo zacięty. Domachowska świetnie serwowała (4 asy), ale niestety popełniała znacznie więcej błędów niż jej rywalka (30, przy 18 błędach Williams). Mecz zakończył się wynikiem 6:4, 6:4, ale dzięki świetnej grze w Australian Open, Marta awansuje na wyższą pozycję w rankingu, co poskutkuje też startem w lepszych turniejach.
Sprawczynią bardzo miłej niespodzianki jest za to Agnieszka Radwańska, która zmierzyła się z Nadieżdą Pietrową (14 miejsce w rankingu WTA). Początek dla Polki był fatalny. W pierwszym secie Radwańska została kompletnie zdominowana przez bardzo agresywnie grającą Rosjankę, czego wynikiem była porażka 1:6. Drugi set również rozpoczął się dla Agnieszki fatalnie i przy stanie 0:3 wszyscy byli już niemal pewni, że Radwańska przegra. Co ciekawe, przy stanie 4:5, Polka była o dwie piłki od przegrania meczu (15:30 dla Pietrowej).
- W drugim secie wzięłam się do pracy. Zaczęłam lepiej serwować. To poskutkowało. Bardzo się cieszę. To wielki sukces - mówiła Radwańska po meczu.
I faktycznie! Polka przestała popełniać błędy, zagrała agresywniej, przez co jej rywalka zaczęła się gubić. Agnieszka wygrała tego seta 7:5!
Trzeci set to już popis gry Agnieszki. Pietrowa z wściekłości biła się po udach, wzięła nawet przerwę medyczną, mając nadzieję, że wybije z rytmu świetnie grającą Polkę. Ale nic już nie pomogło. Radwańskiej udawało się wszystko, dzięki czemu zdemolowała rywalkę 6:0.
- Przed samym turniejem, powiedziałam, że dobrze byłoby, gdybym dotarła do trzeciej lub czwartej rundy, a teraz jestem w ćwierćfinale - cieszyła się po meczu Agnieszka.
Pietrowa porażkę tłumaczyła kontuzją pachwiny.
- Wielkie emocje dostarczyły nam wczoraj siatkarki, które w finale turnieju w Halle zmierzyły się z reprezentacją Rosji. W przypadku wygranej, Polki miałyby zagwarantowany start w turnieju olimpijskim w Pekinie, co skutkowało olbrzymim zainteresowaniem kibiców i mediów.
Początek meczu był jednak fatalny. Po prostych błędach i wielu nieporozumieniach, Polki przegrywały już 0:2 w setach (23:25, 21:25). W trzecim secie jednak, zagrały niesamowicie. Rosjanki chyba jeszcze długo nie zapomną koncertowej gry, którą zaprezentowały “Złotka”. Wynik tego seta, 25:11, mówi chyba wszystko.
Czwarty set nie układał się naszym siatkarkom dobrze. Rosjanki widząc, że zwycięstwo wymyka im się z rąk, skoncentrowały się i zdobywały punkt za punktem. Przy wyniku 20:16 pewnym niemal było, że zaraz ujrzymy świętujące zwycięstwo Rosjanki. Lecz po chwili, dzięki niesamowitej grze w obronie, Polki wygrywały już 22:20!
W piątym, decydującym secie, polskie siatkarki wygrywały już 4:1, lecz niestety, dreszczowiec którego byliśmy świadkami, zakończył się wynikiem 12:15 dla Rosjanek, które po meczu, jako nagrodę, otrzymały symboliczny bilet do Pekinu.
- O naszej porażce zdecydowała pierwsza partia – mówił po meczu Marco Bonitta, selekcjoner reprezentacji siatkarek zaznaczając, że Polki wygrywały już 8:2, by seta przegrać – To zostało w głowach dziewczyn.
- Andrzej Gołota powraca w wielkim stylu! - Już nikt nigdy nie powie, że pękam - powiedział po zadziwiającej walce polski pięściarz.
Kilkanaście tysięcy ludzi zgromadzonych w Madison Square Garden było świadkami heroicznej walki dwóch bokserów, z których żaden nie chciał upaść, mimo że obydwaj w pewnym momencie ledwo stali na nogach. Ostatecznie Andrzej Gołota wygrał walkę na punkty z Amerykaninem Mike’em Mollo. Polak podczas ostatnich rund widział tylko na jedno oko po tym, jak w piątej rundzie przyjął cios prosto w lewe oko.
- Nie miałem pojęcia, że ten starszy człowiek może bić taką liczbą kombinacji - mówił po walce Mike Mollo.

- Miami Heat przegrywają po raz 13 z rzędu! To drugi najgorszy wynik w historii klubu (w sezonie 88/89 Heat przegrali 17 meczów pod rząd). Jest to też najgorszy wynik w karierze żyjącej trenerskiej legendy, Pata Riley’a.
Katami Miami Heat okazali się być tym razem koszykarze New York Knicks, którzy sami w tym sezonie mają ze sobą ogromne problemy.
– Musimy jakoś zmienić nastawienie, odzyskać energię. Po prostu nic nam nie wychodzi – denerwował się po meczu Pat Riley.Po kontuzji kolana, do skład Houston Rockers wrócił Tracy McGrady. Po 11 meczach przerwy, pomógł “Rakietom” wygrać z aktualnym mistrzem, San Antonio Spurs, 83:81.
W jedynym niedzielnym meczu, New Jersey Nets ulegli w meczu wyjazdowym w Phoenix, 116:92. Nets nie wygrali w Arizonie od 1993 roku (14 mecz z rzędu w hali Suns).
Najlepszym graczem meczu został Amare Stoudemire, zdobywca 28 punktów dla zespołu z Phoenix.



