Już dziś zaczyna się prestiżowy Turniej Czterech Skoczni. Zawsze na przełomie roku jest to wydarzenie nr 1 w skokach narciarskich – mówi się o nim dwa tygodnie przed i jeszcze dwa tygodnie po jego zakończeniu. Co powoduje, że turniej ten jest tak prestiożowy? Na pewno wspaniałe nagrody, ale nie tylko o nie tu chodzi. W turnieju trzeba oddać 8 równych skoków na najwyższym poziomie na 4 skoczniach, a to nie lada sztuka. Tu nie wygrywają przypadowe osoby, jak to ma czasem miejsce w mistrzostwach świata. Tu nie wystarczy jeden “dzień konia”… Tu potrzeba mistrzowskiej stabilizacji. Naszym specjalistą w tej materii jest oczywiście Adam Małysz, na którego (wraz z jego coraz lepszymi skokami) liczymy coraz bardziej.
W tym roku zwycięzca 56. Turniej Czterech Skoczni będzie nagrodzony wyjątkowo okazale – 6-kilogramowy puchar z 24-karatowego złota, zrobiony z białego kryształu, warty 22 tys. euro samochód subaru impreza i 15 tysięcy euro. Nic więc dziwnego, że walka będzie na pewno bardzo wyrównana. Oprócz chęci upolowania takich zdobyczy wszyscy będą zjednoczeni w jenym celu – pokonać Thomasa Morgensterna. Ostatnio co prawda Austriak nie wygrał już 7. zawodów z rzędu i innym skoczkom udało się przerwać jego passę, ale tutaj to znów on będzie faworytem do głównej wygranej. Oprócz formy, będzie miał także za sobą sędziów, o czym mówił Adam Małysz po sobotnich kwalifikacjach: Dziwicie się, że Morgenstern skoczył 1,5 metra bliżej ode mnie i wygrał? No cóż, tak się to dzieje, jeżeli jest się liderem Pucharu Świata i wygrywa kolejne konkursy – jeżeli jesteś w formie, sędziowie patrzą przychylniejszym okiem. W zeszłym sezonie, kiedy ja seryjnie wygrywałem, także na mnie patrzyli przez palce i nie odbierali mi tylu punktów, ile mogli.
Czy więc coś (np. wiatr) albo ktoś (czyli inny skoczek) będzie w stanie zatrzymać “Morgiego”? No ja myślę!!! Przecież gdyby już teraz było wiadomo kto wygra, jaki byłby sens oglądania? Historia juz nieraz pokazywała, że skoki są dyscypliną nieprzewidywalną. Jest kilku skoczków, którzy mogą mu zagrozić (choćby Schlierenzauer, Małysz, Ahonen, któryś z Norwegów) i na pewno kilku, którzy z formą “wystrzelą” dopiero podczas turnieju. My liczymy oczywiście na Adama Małysza, który przyznaje, że z jego skakaniem jest coraz lepiej: Te dzisiejsze trzy skoki cieszą, bo w końcu wróciła ta lotność, której dawno nie miałem. Czuję tę moc, która znów pozwoli mi wygrywać. Czy zerkam w stronę nagrody [...]? Nie, koncentruję się na jak najlepszym skakaniu. Zawsze podchodziłem do kolejnych konkursów z optymizmem, ale teraz w końcu zaczynam skakać dobrze.
Zawodnicy, którzy wygrali turniej przechodzą do historii. Oto kilka faktów i danych “statystycznych”:
-
turniej po raz pierwszy rozegrano w 1953 roku, zwyciężył wtedy S. Bradl z Austrii
-
jubileuszowy 50. turniej wygrał Sven Hannavald, równocześnie przechodząc także do historii jako ten, który pierwszy i jak na razie jedyny, wygrał wszystkie cztery konkursy
-
najwięcej wygranych turniejów na koncie mają Jens Weissflog i Janne Ahonen – po 4; trzykrotnie zwyciężali Wirkola i Recknagel
-
najwięcej konkursów w ogóle wygrali Wirkola i Weissflog – 10
-
największa przewaga punktowa nad drugim skoczkiem – 104,4 punkta Małysza nad Ahonenem w sezonie 2000/01
-
najczęściej bo aż 15 razy triumfowali w turnieju Finowie przed byłą NRD i Norwegią
-
najwięcej razy na podium turnieju był Weissflog przed Ahonenem i Wirkolą
-
rekordy na poszczególnych skoczniach należą do: Obersdorf – Pettersen 143,5 m, Ga-Pa Schmitt 135,5 m, Innsbruck Małysz 136 m, Bischofshofen Ito 143 m
Rekordy rekordami, ale wszyscy najbardziej czekamy na te niesamowite emocje i oczywiście świetne skoki “orła z Wisły”, no i naszych “orzełków” Stocha i Kota. Znów będziemy “dmuchać w telewizor” na szczęście… Oby pomogło!
***
odsłona pierwsza – Obersdorf - garść informacji i refleksji
-
wygrał znów Morgenstern – po raz siódmy w sezonie, w drugiej serii skokiem na 141,5 metra nokautując rywali (chociaż pomógł mu też przedni wiatr). Widać, że “Morgi” bawi się skokami i ma “psychiczny luz”. Nadal główny kandydat do wygrania turnieju
-
ogromny pech Koflera, który niesiony fantazją i ambicją walczył o jak najdłuższy skok i nieszczęśliwie upadł i stłukł kolano (całe szczęście niegroźnie). Na pewno gdyby nie to, włączyłby się do walki o zwycięstwo
-
powrót Ahonena, który zgodnie z obietnicą, włączy się do walki o historyczny piąty (dla niego) triumf w turnieju. Dziś zaliczył 100. podium w karierze! Nikt w historii tyle nie miał…
-
wielka niewiadoma, jeśli chodzi o Małysza – wczoraj skakał bardzo dobrze, dziś skończyło się na 17. miejscu po niezbyt dobrych skokach. Najgorsze jest to, że na razie nikt nie jest w stanie podać przyczyn tej “huśtawki”. Coraz bardziej pewne wydaje się to, że w przygotowaniach do sezonu został popełniony jakiś błąd, a to nie wróży dobrze przed kolejnymi startami…
-
niezłe 22. miejsce Kamila Stocha, który o włos wygrał pojedynek o “trzydziestkę” z Martinem Ciklem. Szczególnie należy go pochwalić za ładny drugi skok na 126 metrów. Wspomnieć należy o Macieju Kocie, który był 38., ale jak na swój wiek (16 lat – jest najmłodszym uczestnikiem TCS), zaprezentował się całkiem ładnie w skoku na 118 metrów
-
prognozy na Ga-Pa -> czasu na poprawę błędów nie ma, Małyszowi więc będzie ciężko walczyć o najwyższe lokaty. “Rządzić” będą Austriacy (wygra pewnie znów “Morgi”) i Ahonen.
odsłona druga Garmisch-Partenkirchen
-
niespodziewanie Schlierenzauer pokonał wszystkich rywali i ustanowił rekord skoczni skokiem na 141 metrów
-
Morgenstern był “dopiero” szósty
-
101. podium Ahonena w karierze – mimo prowadzenia po pierwszej serii i rekordu skoczni (139 metrów) nie zdołał wygrać
-
Małysz był piąty i choć do podium było blisko, jego skokom jeszcze czegoś brakuje
-
Stoch 23., niezbyt udanym drugim skokiem stracił szansę na lepsze miejsce, choć w pierwszej serii skoczył ładnie
-
“niespodzianki na 3. i 4. miejscu – odpowiednio Neumayer i Koudelka
prognozy na Innsbruck-> “Morgi” będzie chciał się odkuć w Austrii, Ahonen dalej będzie groźny… no i “Schlieri”. Zobaczymy co pokaże Małysz, który jest rekordzistą tamtejszej skoczni
odsłona trzecia i czwarta Bischofshofen
-
Turniej Czterech Skoczni zamienił się w… Turniej Trzech Skoczni (ale czterech konkursów). Po raz pierwszy w historii konkurs z Innsbrucka musiał z powodu złej pogody być przeniesiony do Bischofshofen, gdzie odbyły się dwa konkursy, ale pogoda też płatała figle
-
bohaterem został Janne Ahonen, który zapisał się w historii skoków jako pierwszy zawodnik, któremu udało się wygrać pięć turniejów. “Człowiek-maska” pokazał klasę, wygrywając dwa ostatnie konkursy. Szczególnie ostatni był jego popisem – mimo niekorzystnych warunków skoczył najdalej z zawodników liczących się w stawce. “Żelazne oblicze” Janne wreszcie naprawdę drgnęło – zawodnik pokazał autentyczną radość, uśmiech zagościł na jego twarzy, a w oczach pojawiły się łzy
-
wielkim przegranym jest oczywiście Thomas Morgenstern, który już w sobote skakał gorzej, a w ostatnim konkursie nie poradził sobie w pierwszej serii z bardzo trudnymi warunkami i mimo że w drugiej skoczył już świetnie, na starego wygę-Ahonena to było za mało… Należą mu się jednak brawa za niesamowitą walkę do końca. Wściekłość po pierwszej serii potrafił konstruktywnie wykorzystać w serii drugiej. Mimo drugiego miejsca w klasyfikacji końcowej musi być zawiedziony – większość przed turniejem nie tylko widziała w nim zwycięzcę, ale także liczyła na powtórzenie rekordu Hannavalda – triumfu w czterech konkursach.
-
kolejnym przegranym jest z pewnością Schlierenzauer – potrafi skoczyć wyśmienicie – ustanowił nowy (choć nieoficjalny, gdyż nieoceniany przez sędziów) rekord skoczni 146 metrów. Na razie jest to jednak zawodnik trochę rozchwiany emocjonalnie – nie potafi oddać dwóch równych skoków, nieraz spala się psychicznie, chce za wszelką cenę i często nie radzi sobie jeszcze w trudnych warunkach – w niedzielę był 42.!, przez co wypadł poza “dziesiątkę” turnieju
-
Innymi niespodziankami były na pewno: 4. miejsce Schmitta w ostatnim konkursie (bardzo dobry drugi skok), 3. miejsce Neumayera w końcowej klasyfikacji i 4. miejsce Małysza w tejże
-
A propos Małysza, który znów został wybrany Najlepszym Sportowcem Polski 2006 roku… w dwóch ostatnich konkursach zajął odpowiednio 9. i 6. miejsce, co zupełnie niespodziewanie dało mu… 4. miejsce w turnieju. Gdyby tak w pierwszej serii niedzielnych zawodów miał lepsze warunki i skoczył dalej, podium byłoby nasze! Do Neumayera zabrakło niecałych 20 punktów… szkoda, chociaż i tak 4. miejsce właściwie “z głupia frant” nie jest złe. Co mówi sam Małysz o swoich skokach? – Trener Lepistoe powtarza mi, że dobre skoki mam zakodowane w głowie, ale nie umiem ich odblokować. Miejmy nadzieję, że Adam znajdzie na to radę, bo choć wciąż jest blisko, to równocześnie daleko “dwóch równych skoków” i swojego “powera”
-
niestety kolejnym bohaterem TCS była… pogoda. I to bohaterem zdecydowanie negatywnym: w Innsbrucku w ogóle nie dało się skakać, w Bischofshofen wiatr i deszcz też wypaczyły trochę wyniki rywalizacji. Zresztą nie tylko pogoda była winna, także kretyńskie (bo inaczej nie sposób ich nazwać) nowe zasady “puszczania” zawodników – blokada zielonego światła (umożliwiającego skok), gdy warunki są zbyt korzystne (a za takie uznawany jest już wiatr z przodu 0,5 metra!). W założeniach przepis ten miał ukrócić władzę Mirana Tepesa, który lubił “puszczać” swych faworytów na silny, korzystny wiatr, w praktyce jak na razie zmienił się w parodię, która wypacza wyniki konkursów: czekamy np. na wiatr w plecy, ponieważ lekki wiaterek z przodu jest zbyt korzystny. Totalny absurd! Mam nadzieję, że ludzie z FIS-u pójdą po rozum do głowy i coś z tym zrobią, by nie powtarzała się taka sytuacja jak w pierwszej serii w niedzielę – wiatr był zbyt korzystny, więc czekano na jego”pogorszenie się”, podczas gdy deszcz zalewał tory. Efekt był aż nadto widoczny – najlepsi zawodnicy (prócz Ahonena) zepsuli swoje skoki. Ktoś powinien przypomnieć sobie zasadę, że przesada w każdą stronę jest niedobra.
Co tu dużo mówić… 56. Turniej Czterech Skoczni przejdzie z pewnością do historii – z powodu rekordów, pogody i emocji.
(Kinia)







Turniej Czterech Skoczni- nie ma co wyrokować, zobaczymy co przyniesie jutro… a może prznieść niespodzianki…