Czyli podsumowanie tygodnia. Przedostatni tydzień roku okazał się być bardzo ciekawy, głównie z uwagi na wielkie mecze w Primera Division i Serie A. Trzeba też pamiętać o skaczącym Małyszu i NBA, która w grudniu rozpędziła się niebywale i chyba do Playoff już chyba nie zwolni. W Polsce tylko korupcja, więc nie ma o czym pisać. Podsumowanie czas zacząć!
- W Premier League nie brakowało wiele, a mielibyśmy przynajmniej dwa sensacyjne wyniki, skończyło się jednak zgodnie z oczekiwaniami. Przede wszystkim bliscy sprawienia niespodzianki byli gracze Evertonu, którzy przyjechali do Manchesteru zdając sobie sprawę, że będą walczyć najwyżej o remis. United rozpoczęli szybko, w 23 minucie prowadzenie dla Diabłów zdobył Cristiano Ronaldo, a kibice zacierali ręcę, marząc o wysokim wyniku, który byłby idealnym prezentem pod choinkę. Spotkał ich jednak zawód, bowiem już 4 minuty po bramce Ronaldo, bramkę wyrównującą zdobył Tim Cahill.
Zawodnicy United dwoili się i troili, ale wszystkie ich ataki kończyły się na obronie, lub będącemu w świetnej dyspozycji golkiperze Evertonu. Warto dodać, że Tim Howard był niegdyś bramkarzem United. W 88 minucie w pole karne Evertonu wpadł Ryan Giggs, który minął zwodem Stevena Pienaara i… został przez niego sfaulowany. Rzut karny na bramkę zamienił nie kto inny, jak niezawodny Cristiano Ronaldo.
- Takie wygrane mogą później przesądzić o losach tytułu – powiedział po meczu zdobywca dwóch goli dla Manchesteru.W innym meczu Arsenal podejmował Tottenham. Derby Londynu również okazały się dla gospodarzy bardzo trudne. Kanonierzy bramkę zdobyli dopiero w 48 minucie, po pięknej akcji dwójkowej Fabregas – Adebayor. Spurs jednak nie mieli zamiaru się poddawać, niezawodny Dimitar Berbatow wyrównał w 66 minucie i zapachniało sensacją. Przecież Arsenal wygrywał derby północnego Londynu 19 razy z rzędu.
Niezawodni okazali się Kanonierzy i tym razem, w 75 minucie, wprowadzony właśnie z ławki Bendtner zdobył bramkę na 2:1 i Arsenal wygrał po raz 20.
Chelsea i Liverpool wygrały swoje mecze, nie tracąc dystansu do czołówki.
- Oczy wszystkich kibiców w Europie były jednak w ten weekend zwrócone na stolicę Katalonii, gdzie FC Barcelona podejmowała odwiecznego wroga – Real Madryt. Blaugrana niestety nie zagrała w najmocniejszym składzie, kontuzji na czas nie wyleczył najlepszy gracz, Leo Messi. Mecz nie należał do najpiękniejszych, Barca atakowała, Real rozbijał wszystkie ataki. Znakomicie w defensywie zagrał Sergio Ramos, opiekujący się Ronaldinho, oraz Gabriel Heinze, który miał za zadanie pilnować Iniestę. Znakomite partie zagrali też Cannavaro i Pepe, bowiem Samuel Eto’o nie miał zbyt wielu okazji do strzałów.
W 36 minucie, bramkę na wagę zwycięstwa zdobył, po ładnej dwójkowej akcji z Van Nistelrooyem, Julio Baptista. Po utracie gola, ataki Katalończyków nadal rozbijali defensorzy gości, jeden z najgroźniejszych strzałów oddał, dopiero w 82, Bojan Krkić, lecz na posterunku stał znakomity Casillas.
Po meczu Schuster był bardzo zadowolony: – W drugiej połowie nie mogliśmy sobie stworzyć dostatecznej ilości okazji strzeleckich. No, ale wracamy do Madrytu szczęśliwi. Nie spodziewałem się, że spędzę tu aż tak miły wieczór.
Trwają spekulacje, czy nie był to ostatni mecz Barcelony z udziałem Ronaldinho. Klub milczy.
- Nie był to nasz najlepszy mecz, ale widziałem w moich piłkarzach wolę walki – powiedział po meczu trener FC Barcelony, Frank Riijkard.W innych meczach Primera Division bez większych niespodzianek. Na uwagę zasługuje powracająca do formy Sevilla, która rozbiła drużynę Ebiego Smolarka, Racing Santander, aż 4:1.
- Przyznam się bez bicia, że za Serie A nie przepadam, ale ten mecz wzbudził moje zainteresowanie z trzech powodów. Po pierwsze, Milan jest zdobywcą tytułu najlepszego klubu na świecie. Po drugie, Inter jest aktualnym mistrzem Italii. Po trzecie, to derby Mediolanu.
Spotkanie rozpoczęło się od pięknego uderzenia w 18 minucie autorstwa Pirlo. Cesar nie miał wiele do powiedzenia i Milan wygrywał 0:1. Trzeba jednak powiedzieć że po stracie gola, Inter kompletnie zdominował mecz. Najlepszy klub świata nie istniał, a skutki widać było już w 36 minucie, kiedy to Cruz wyrównał, a następnie w drugiej połowie, gdy Cambiasso podwyższył na 2:1, po gigantycznym zresztą błędzie Didy. I pomyśleć że mogą mieć Boruca…Roma i Juventus łatwo wygrywają swoje mece i układ w tabeli pozostaje bez zmian.

- Kobe Bryant stał się najmłodszym graczem w historii NBA, który zdobył ponad 20,000 punktów, mając 29 lat i 122 dni. Przed nim tylko dwaj gracze zdobyli 20 000 pkt przed trzydziestką – Wilt Chamberlain (29 lat i 134 dni) i Michael Jordan (29 lat i 326 dni). Lakers wygrali swój mecz przeciwko New York Knicks 95:90, a Kobe ugrał 39 punktów.
Ostatnim tygodniem wstrząsnęła wiadomość o zakończeniu kariery przez słynnego Alonzo Mourning’a. 37-mio letni korzykarz, doznał poważnej kontuzji w przegranym meczu z Atlanta Hawks. Jego numer zostanie najprawdopodobniej zastrzeżony, a ceremonia odbędzie się w przyszłym sezonie.
- Bywałem już w znacznie gorszych sytuacjach. Przykro kończyć karierę w taki sposób, ale życie ma mi jeszcze wiele do zaoferowania. Mam cudowną rodzinę i mnóstwo możliwości przed sobą. – mówi Mourning. Dodam od siebie, że aż się łezka w oku kręci, gdy karierę kończy kolejny wspaniały gracz, którego z zapartym tchem oglądałem w dzieciństwie.

Z innych newsów:
- Chętnie napisałbym coś o naszym wspaniałym Adamie, ale… nie mam niestety kiedy go oglądać. Tradycyjnie Małysz na początku sezonu nie zachwyca, a prasa grzmi na jego temat. Spokojnie. On jeszcze wróci. I znowu wszystkich przeskoczy.
- Boston Celtics przegrali pierwszy mecz we własnej hali (przeciwko Detroit Pistons), aby parę dni później wygrać łatwo z Orlando Magic 103:91. Najwięcej – 24 uzyskał Paul Pierce. W drużynie Magic najskuteczniej zagrał Dwight Howard. Center Orlando zdobył 23 punkty i 14 zbiórek.
- Pierluigi Collina otrzymał specjalną policyjną ochronę po tym, jak zaczął otrzymywać listy z pogróżkami, związane z futbolem. Czy Wy też odnosicie wrażenie, że po zakończeniu kariery sędziowkiej przez Collinę, coś się w piłce nożnej skończyło?
- Nieznani wandale ukradli piłkę, wykonaną z brązu, wieńczącą grób Kazimierza Górskiego. – Kiedy zadzwonił do mnie dyrektor cmentarza i powiedział, co się stało, odebrało mi mowę. Musiałem usiąść i złapać powietrze. Nawet teraz brak mi słów – mówi Dariusz Górski, syn zmarłego w 2006 r. trenera reprezentacji Polski. Aż chciałoby się zakląć siarczyście, ale nie byłoby to polityczne.



