
Mistrzostwa Europy na krótkim basenie w Debreczynie nasi pływacy zakończyli z bilansem 8 medali: 3 złotych, 3 srebrnych i 2 brązowych. To o 4 mniej niż w ubiegłym roku w Helsinkach. Czy to powód do niepokoju przed zbliżającą się wielkimi krokami olimpiadą? Z drugiej strony jednak Otylia Jędrzejczak pobiła rekord świata, a inni pływacy poprawiali rekordy Polski, nieraz nawet o kilka sekund! Na pewno były to mistrzostwa ważne – sprawdzian przed olimpiadą, “odskocznia” od monotonnego treningu, możliwość sprawdzenia się i porównania z najlepszymi. I właśnie przez porównanie z najlepszymi nasi mogli zobaczyć, w jakim miejscu są – utwierdzić się w słuszności obranej drogi, lub przeciwnie pójść po rozum do głowy i zakasać rękawy…
Myślę, że każdy z pływaków jest na tyle dojrzały, by móc w miarę obiektywnie ocenić swoje starty. Nie interesuje mnie to, co będzie opowiadał przed kamerami kibicom, dziennikarzom, trenerom. Interesuje mnie to, z jakimi odczuciami wyjechał z Debreczyna i to, czy sam wie, co zrobić, aby było lepiej, jeśli oczywiście nie było dobrze. Pływanie to bowiem specyficzny sport i na dobrą sprawę wiele zależy od zawodników – od ich podejścia do treningów, do życia poza treningiem itd.
Pływanie to sport bardzo indywidualny (no, może poza sztafetą, chociaż i w tej czasem wszystko zależy od kaprysu jednego członka ekipy) i może też dlatego skupia wszelkie indywidualności (całe szczęście, że nie mamy w swych szeregach Laure Manadou, która znów dała “popis”). Pływacy, którzy osiągną już jakiś sukces nieraz myślą, że pozjadali wszytskie rozumy, chcą sami decydować o treningu, o życiu, o trenerach, słowem – o wszystkim. To duży błąd, bo każdy zawodnik, nawet najbardziej doświadczony i tak jest żółtodziobem w porównaniu do szkoleniowca z wieloletnim warszatatem. Niestety, niektórzy rozumieją to od razu, inni trochę później, nie na tyle jednak późno, by nie dać się zreformować, ale są też tacy, którzy nie rozumieją i nie chcą zrozumieć, co znaczy profesjonalne podejście i szukają winy, czy też, by ładniej powiedzieć, dziury w całym, a tak naprawdę powinni jej poszukać… w sobie!
Te mistrzostwa były ważne przede wszystkim z psychologicznego punktu widzenia. Można było się przekonać kto w dalszym ciągu pracuje solidnie (jak zawsze to czynił), kto, mimo paru zawirowań wcześniej, wszedł na właściwą drogę i wielce prawdopodobne, że już na niej pozostanie, a kto chyba zachłysnął się, stosunkowo niewielkimi jak dotąd, sukcesami i być może nieco odpuścił trening, żyjąc w przeświadczeniu “jaki to ja jestem mocny” i “co ja mogę”.

Na pewno nie zawiedli murowani faworyci do medali: Jędrzejczak, Korzeniowski, Sawrymowicz. Szczegółnie cenne medale to na pewno srebro Kasi Baranowskiej, która wraca po kontuzji i także srebro Oli Urbańczyk, która wreszcie, po “martwym okresie”, zdobyła medal na arenie międzynarodowej i widać, że dało jej to “kopa” do dalszej wzmożonej pracy. Ale nie tylko medale się liczą: pozytywnie pokazali się m. in. Agata Korc, która była 6. na 50 m dowolnym dwukrotnie bijąc rekord Polski, wracając do dobrego pływania po chorobie nerek i Łukasz Gąsior, 8. na 200. dowolnym. Szczególnie Korc była przeszczęśliwa, bo prawdopodobnie pod swoje skrzydła weźmie ją słynny trener sprinterów, Mike Bottom.

Niestety, byli też tacy, którzy zawiedli i nie zdołali sięgnąć po medale i powtórzyń swych osiągnięć z Helsinek. Chodzi tu o Beatę Kamińską, Przemysława Stańczyka i Stanisława Kuczkę. Szczególnie występ tego ostatniego nie napawa optymizmem. Paweł Słomiński był zmartwiony słabą postawą ubiegłorocznego srebrnego medalisty, który w Debreczynie nie zdołał awansować do żadnego finału: Najbardziej martwi mnie postawa Sławka – to, co pokazał na 200 metrów żabką to tragedia. Trzeba się temu bliżej przyjrzeć. Sam zainteresowany stwierdził ponoć, że w najbliższych dniach bierze się za intensywne treningi. Czy aby nie za późno? Czy uda się nadrobić stracony czas? Organizmu się nie oszuka, nieprzepłyniętych kilometrów raczej nie nadrobi… No, ale lepiej późno niż wcale.
Mam nadzieję, że nasi pływacy wyciągną lekcje z tych mistrzostw i wszyscy zdadzą sobie sprawę, że droga na igrzyska prowadzi tylko przez CIĘŻKĄ PRACĘ. I nie chcę już słyszeć historii o młodych polskich pływakach, którzy prowadzą samochód “na haju” albo chcą być mądrzejsi od trenerów! Czas zweryfikuje kto i jak wykonał swoją pracę. Najbliższy sprawdzian formy na Mistrzostwach Europy na basenie 50-metrowym… już w marcu. Tam już nie będzie przelewek – to będą już kwalifikacje olimpijskie!
(Kinia)


