
Reprezentacja Polski, a właściwie wybrani przedtawiciele Orange Ekstraklasy wygrali z Bośnią i Hercegowiną 1:0 po bramce Michała Golińskiego. Był to pierwszy mecz Polaków z Bośniakami i ostatni w tym roku występ kadry i możliwość pokazania się trenerowi przed następnym zgrupowaniem na Cyprze. Był też zwieńczeniem tygodniowego zgrupowania w tureckiej Antalyi. Czy Leo Beenhakker jest teraz mądrzejszy i bogatszy w wiedzę o kandydatach do gry w kadrze? A czy sparing w deszczu był w ogóle wymierny i miał sens?…
Po pierwsze, parę słów na temat meczu. “Biało-czerwonym” przyszło grać w fatalnych warunkach atmosferycznych – rzęsisty deszcz “towarzyszył” piłkarzom przez całe spotkanie. W wyjściowej “jedenastce” zagrało aż trzech debiutantów: Lisowski, Pawłowski i Pazdan a w całym spotkaniu zagrało w sumie siedmiu “nowych”. Oprócz wyżej wymienionych także: Pawelec, Boguski, Kuklis i Majewski (który niedawno został Debiutantem Roku). W pierwszej połowie tempo gry było niezłe, a kilka szybkich i dobrze skonstruowanych akcji mogło sie podobać. Zawodnicy starali się często grać z pierwszej piłki (wg zaleceń Beenhakkera), a formacje były ustawione blisko siebie. Chociaż okazji do strzelenia gola było kilka, to piłka znalazła dopiero drogę do bramki w 42. minucie po strzale Michała Golińskiego (wcześniej fatalnie nie trafił w piłkę Tomasz Zahorski po dośrodkowaniu Pawła Brożka).
W drugie połowie tempo zdecydowanie “siadło”. Chociaż nadal to przeważnie my byliśmy w posiadaniu piłki, ba, mieliśmy nawet liczebną przewagę po czerwonej kartce dla Studenovicia (po faulu na wychodzącym na czystą pozycję Brożku), to jednak nie potrafiliśmy udokumentować tego kolejnym golem. Właściwie pierwszą i jedyną dobrą sytuację miał w 77. minucie Jakub Wawrzyniak. Pod koniec spotkania Bośniacy trochę poderwali się do walki, ale krzywdy swymi nieco anemicznymi atakami nam nie wyrządzili. Zresztą oni właściwie przez cały mecz raczej byli skupieni na przeszkadzaniu naszym w grze, a nie konstruowaniu akcji. W polskiej kadrze na pewno z dobrej strony pokazali się m. in. Boguski, Wawrzyniak, Goliński, Lisowski, Zahorski, chociaż właściwie większość grała zupełnie dobrze.
Warto więc zadać sobie pytanie: czy ten mecz w takich warunkach był w ogóle potrzebny? Może najpierw oddajmy głos “głównodowodzącemu”, Leo Beenhakkerowi. Na pytanie czy to zgrupowanie było rzeczywiście ważne, odpowiada: Tak, ponieważ są tu młodzi piłkarze, którzy w przyszłości będą stanowić o sile polskiej reprezentacji. My ich co prawda obserwujemy co tydzień w meczach ligowych, ale to nie daje nam odpowiedzi na pytanie, czy są już gotowi do gry na poziomie reprezentacyjnym. Liga a kadra narodowa to dwie zupełnie nieporównywalne rzeczy. Tutaj mam okazję przekonać się na własne oczy, czy piłkarze wyróżniający się na krajowych boiskach dadzą sobie radę z wymaganiami, jakie niesie ze sobą gra w reprezentacji. W każdej chwili któryś z nich może zacząć prezentować międzynarodowy poziom. (…) .

Po wygranej 9:0 z Antalyasporem mówił, wyraźnie uradowany: To niesamowite uczucie oglądać to, co już potrafią ci młodzieńcy. Tym bardziej, że na początku mojej pracy z reprezentacją Polski wiele osób było negatywnie nastawionych do powoływania niedoświadczonych graczy. Moi zawodnicy grali ze sobą po raz pierwszy, a mimo to potrafili przez 80 minut meczu utrzymywać się przy piłce. A tego przede wszystkim od nich wymagałem w tym spotkaniu. Taki mecz był potrzebny, aby trochę się zgrali.
Widać więc, że Leo Beenhakker jest bardzo zadowolony z tego zgrupowania i z niezłego poziomu, jaki zaprezentowali nasi “ligowcy”, jeszcze niedawno skazywani na porażkę, jeśli chodzi o aspiracje do gry w drużynie narodowej. Czy faktycznie więc było warto?
Przyznam, że początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona, zwłaszcza, gdy zobaczyłam, co dzieje się na boisku – niesamowita ulewa, woda niemal zalewająca naszym oczy, niedokładne podania… Nie wyglądało to dobrze – zastanawiałam się nawet, czy oglądać cały mecz! Jednak z biegiem czasu “nasi” się rozkręcili, akcje były bardziej składne i gra wyglądała całkiem przyzwoicie. Zgrupowanie chyba więc spełniło swoje zadanie. Na plus można zaliczyć:
-
graliśmy z przeciwnikiem niezbyt wymagającym, ale i nie słabeuszem (lepsza Bośnia i Hercegowina niż tak jak w tamtym roku Zjednoczone Emiraty Arabskie)
-
mogliśmy zobaczyć jaki poziom prezentują gracze naszej ekstraklasy i trochę ich poznać (nie każdy ma Canal+, by śledzić rozgrywki ligowe)
-
Leo Beenhakker mógł zobaczyć, jak młodzi zawodnicy prezentują się, gdy poprzeczka jest zawieszona wyżej niż w lidze
-
ważne na pewno jest to, że Beenhakker interesuje się polską ligą, chce być na bieżąco i wyławiać “piłkarskie perełki”
-
nawet jeśli zawodnicy, którzy grali nie będą od razu przydatni kadrze, to musimy pamiętać choćby o Euro 2012, które organizujemy. Tam będzie już grać nowe pokolenie piłkarzy. Leo Beenhakker, myśląc długofalowo, wystawia sobie bardzo dobrą opinię. Z jednej strony pokazuje, że zależy mu na pracy w Polsce i naprawdę sie w nią zaangażował, a z drugiej strony – nawet, jeśli nie pracowałby już wtedy z kadrą, jego ewentualny następca może mieć ułatwione zadanie – będzie miał już trzon piłkarzy, na których może oprzeć kadrę.
-
to zgrupowanie pozwoliło też poznać młodym zawodnikom trenera reprezentacji, jego charakter, wymagania, jakie trzeba spełnić, by grać w kadrze. Zrozumieli m .in. jak ważna w karierze piłkarskiej jest znajomość języka angielskiego. Niektórzy byli wręcz zafascynowani osobowością trenera i tym, co ma im do przekazania. Sam Beenhakker tak to skomentował : Byli wystraszeni? Może trochę, ale przecież to dla nich nowe i ważne doświadczenie. Wszystko było dla nich obce. Ale taka sytuacja trwała na szczęście krótko, bo wszyscy już zdążyli się ze mną oswoić.
Wniosek? Mimo początkowego, lekkiego sceptycyzmu, muszę przyznać, że zgrupowanie na pewno było potrzebne i skoro Beenhakker je zorganizował, to znaczy że BYŁO POTRZEBNE, gdyż jako trener Polski juz niejednokrotnie pokazał, że wie, co robi i wie, co zrobić, aby były wyniki. Niech więc dalej pracuje w spokoju i przygotowuje polskich piłkarzy do ważnych meczów, ucząc ich mentalności zwycięzców.
PS Kolejna szansa na zobaczenie “biało-czerwonych” w akcji będzie na przełomie stycznia i lutego podczas zgrupowania kadry na Cyprze. Zagramy tam składem krajowym z Finami i najsilniejszym – z Czechami. Oj, będzie ciekawie!
(Kinia)


